Świadectwa, RE Ołtarzew, 13-15.01.2017, para prowadząca Beata i Dariusz Stola, moderator ks. Paweł Sobstyl

Już przed rekolekcjami poczułem moc modlitwy wspólnoty Domowego Kościoła. Dzięki niej mogliśmy przyjechać na rekolekcje i aktywnie w nich uczestniczyć. Przed rekolekcjami moja żona Ala miała mocne pogorszenie stanu zdrowia, ale nie chcieliśmy zawieść naszego kręgu. Czułem się bezradny, musiałem coś zrobić. Napisałem prośbę o modlitwę do uczestników rekolekcji, która okazała się bardzo skuteczna. Doświadczyłem niezwykłej mocy, jaka płynie z wspólnej modlitwy, bliskość Ojca oraz troskę i ciepło osób biorących udział w rekolekcjach.
Dziękuję.

Tomek

Działanie Ojca odczułam najbardziej drugiego dnia rekolekcji, podczas Mszy św. Mój dwuletni synek wyjął z modlitewnika obrazek z reprodukcją obrazu Zesłania Ducha Świętego Serafio Cesarettiego. Znam ten obraz. Trzy miesiące wcześniej byłam na rekolekcjach w Centrum Animacji Misyjnej Księży Pallotynów w Konstancinie. Była tam kaplica z ogromnym witrażem, który przedstawiał ten sam temat. Z początku czułam się bardzo dziwnie w tamtym miejscu, nie mogłam się skupić na modlitwie. Cały czas szukałam wizerunku Boga Ojca lub krzyża. Nic nie mogłam znaleźć. W końcu spojrzałam w górę. Pomyślałam: o jest - Duch Święty - gołąbek! Miałam problem z Duchem Świętym. Zawsze ciężko było mi się do Niego modlić, od tamtej pory zaczęło się to zmieniać.
Patrząc na reprodukcje, którą wyjął mój synek, przypomniało mi się tamto wydarzenie. Zaczęłam się zastanawiać, co mogły czuć postacie przedstawione na tym obrazie. Pomyślałam, chyba niesamowite zagubienie, niepokój, bezradność (w końcu to wydarzenie miało miejsce niedługo po męce Chrystusa), a do tego na obrazie przedstawiony jest Duch Święty. Wtedy zrozumiałam lepiej dary, jakie nam daje, że jest z nami w naszych problemach, bezradności, zagubieniu.
Moje życie to ciągłe zmaganie się z chorobą oraz walka z ograniczeniami. Uświadomienie sobie, że Duch Święty jest ze mną, że wspiera mnie w moich problemach było dla mnie ogromnym odkryciem i jeszcze bardziej mnie do Niego przybliżyło.

Ala

Świadectwa ORAE Jaszczurówka, 22-28.08.2016, para prowadząca Agnieszka i Karol Okońscy, moderator ks. Grzegorz Demczyszak

Alleluja!

“Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?
Pan obroną mego życia: przed kim mam się trwożyć?” (Ps 27,1)
Ten fragment Pisma widniał na drzwiach naszego pokoju po przyjeździe na rekolekcje ewangelizacyjne i doskonale pasował do naszej sytuacji życiowej. Słowa te były najlepszym pocieszeniem, którego potrzebowaliśmy od Chrystusa na start. Wiele jest dróg, jakimi prowadzi Pan. Nas przyprowadził na rekolekcje zaraz po poronieniu naszego pierwszego dziecka. Na początku ciężko było pogodzić się z takim doświadczeniem, ale po przemodleniu, po znakach jakie Pan nam dał, teraz cieszymy się, że mamy naszego małego aniołka w niebie. Pan wie, co dla nas jest dobre i czego potrzebujemy, dlatego warto powtarzać: niech się dzieje wola Twoja Panie, prowadź po właściwych ścieżkach.

Chwała Panu za wspaniałych ludzi jakich przysłał do Jaszczurówki. Dziękujemy za doświadczone małżeństwa, od których otrzymaliśmy potrzebne wsparcie. Dziękujemy za cudowne dzieci, które wnosiły pełnie życia i Bożej radości w każdy dzień. Dziękujemy także za wzbudzenie jeszcze większego pragnienia posiadania pełnej rodziny, w której będziemy mogli spełniać się jako rodzice.

Na rekolekcjach uświadomiliśmy sobie, że ewangelizacja nie jest jedną z misji Kościoła, ale jest jedyną misją Kościoła, którą polecił nam spełniać Chrystus. Dlatego ważne stało się dla nas zdanie: biada tym, którzy nie głoszą Dobrej Nowiny światu! Amen.

Ola i Darek Szabłowscy
-----

„Odwagi’’ i „Jezus Was posyła’’ - słowa te wybrzmiewały przez całe rekolekcje. Z każdą chwilą coraz bardziej poznawaliśmy i odczuwaliśmy wielką miłość Boga do nas. Mimo napiętego planu był to czas modlitwy uwielbienia, wielkiej radości i wzajemnej życzliwości. Po raz pierwszy uczestniczyliśmy w rekolekcjach razem z młodzieżą. Było to dla nas niezwykłe doświadczenie. Zobaczyliśmy jak młodzi ludzie żyją Jezusem, z jaką otwartością modlą się i jak pięknie przeżywają swoją wiarę. Wielkim darem były katechezy głoszone nie tylko przez księdza, ale i animatorów: zarówno młodzież jak i małżeństwa. Entuzjazm z jakim mówili do nas oraz ich żywa wiara przybliżały nas do Jezusa. Każdy dzień przeniknięty był słowem Bożym. Pozwoliło nam to uświadomić sobie, że Pismo Święte to ŻYWE słowo Boga, że dzień bez słowa Bożego to dzień bez relacji z NIM. 

Jezus dał nam łaskę zrozumienia, że nasz grzech izoluje nas od Niego, tworzy przepaść, brudzi także innych, a modlitwa i poświęcenie buduje Kościół, buduje wspólnotę. Zrozumieliśmy, że jedynym lekarstwem na grzech jest Jezus, że za mało dziękujemy, za dużo narzekamy, że na modlitwie Boga zagadujemy zamiast z Nim być, że powinniśmy czynić dla Niego dar z siebie, że ON jest naszym Panem i Zbawicielem i że tak naprawdę wybiórczo oddajemy Jemu nasze życie. Wystarczy powiedzieć z wiarą i ufnością: Jezu prowadź, a On da nam Ducha, który nas o wszystkim pouczy. To wszystko jest (tak odczuwamy) owocem tych rekolekcji, a ufamy, że inne jeszcze przyjdą. I na koniec o samopoczuciu, które w pewnym momencie było takie jakby „rozjechał nas walec”. Całe szczęście, że to był „Boży walec’’. Doświadczyliśmy daru wspólnoty, który pozwolił nam wytrwać do końca. Moja żona spytała mnie „czy poleciłbym komuś te rekolekcje’’. Odpowiedziałem bez zastanawiania się „poleciłbym jak najbardziej’’. Polecam! Polecamy!!! Odwagi!

Chwała Panu!

Marzanna i Grzegorz Kowalscy
-----

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W Ruchu Światło Życie jestem od dziecka. Na ORAE w Jaszczurówce pojawiłam się dość spontanicznie. W czasie roku formacyjnego stwierdziłam, że chcę pojechać w te wakacje na "jakieś" rekolekcje, w przeciwieństwie do poprzednich, aby od nowa spróbować nawiązać żywą relację z Jezusem. O ORAE dowiedziałam się na Seminarium Odnowy Wiary w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Tam poznałam moderatora naszego ORAE i odpowiedzialną Diakonii Ewangelizacji. Dzięki ich zachęcie znalazłam się w Zakopanem. Jadąc, nie wiedziałam czego się spodziewać, po prostu uwierzyłam Panu Bogu.

Każdy dzień rekolekcji wzbudzał wewnątrz mnie walkę, szczególnie miałam zawahania podczas konferencji, jak również w innych punktach dnia, gdzie np. rozważaliśmy słowo Boże. Z dnia na dzień pomimo własnego "ja" i własnych nieprawidłowych przekonań starałam się modlić o to, żeby wyjechać stąd z doświadczeniem Jezusa, a nie "przejść" obok tych rekolekcji. Czas rozmowy z ludźmi, a przede wszystkim walka Jezusa o mnie pomogły mi otwierać się na wspólnotę. Treści, które były nam przekazywane były konkretne i gotowe do zastosowania. Wielkie działanie Jezusa dostrzegłam już w praktycznym zastosowaniu kerygmatu w ewangelizacji ludzi nowo spotkanych. Wtedy jeszcze nie rozumiałam słów ks. Grzegorza, że każdy z nas w pewnym momencie jako ewangelizator będzie potrzebował wygłoszenia kerygmatu. Dzięki błogosławieństwu Pana znalazła się osoba, która mogła mi to przekazać, bo jeśli by się to nie wydarzyło, to uważam że nie mogłabym iść dalej i głosić Dobrej Nowiny. Przed wyjazdem nawet nie mogłabym sobie tego wyobrazić, ile Bożego dobra mnie tam spotka. Jezus znów mi pokazał swoją obecność w drugiej osobie, naturze i teraz w codzienności. Dzięki tym rekolekcjom Jezus po raz kolejny wyciągnął do mnie rękę i teraz mocno się Go trzymam, bo wiem, że gdy puszczę, to nic ze mnie na tym świecie. Z głębi serca zachęcam do uczestnictwa w ORAE, bo tam może będzie twoje miejsce do spotkania z Nim. A mi teraz pozostała modlitwa o to, abym mogła się dzielić doświadczeniem Jezusa z innymi i głosiła im nadzieję świata, a jest nią żywy Chrystus.
Chwała Panu!

Natalia Dzienis
-----

Jestem ciekawa Boga, kiedy podejmuję wyzwanie staram się mieć otwarty umysł, dać Bogu kanał przepływu do mojego serca. Choć ostatnio zrozumiałam, że to nie ja Bogu daję, ale On mi.

Mój aktywizm wewnętrzny, wynikający ze świadomości, że jestem kochana, sprawiał, że chciałam mówić o szczęściu, którym obdarza mnie Jezus Chrystus. Nie widziałam się jednak w roli ewangelizatora, chociaż czułam, że to mnie pociąga. Przez myśli przechodziło mi pragnienie wyjazdów na misje, bycie Lekarzem Bez Granic i to nadal rezonuje w moim sercu. Pan Bóg podjął pierwsze kroki. Oczywiście zgłosiłam się na rekolekcje w ostatniej chwili, taką mam naturę. Były momenty, w których grzęzłam w błocie, już miałam nie jechać, nie było jak załatwić dojazdu, zgody rodziców. Przyjeżdżam na rekolekcje i bach, słyszę: „Pan Bóg, żeby pokazać, że kocha, nie zawsze wiele daje, ale o wiele prosi.” Te słowa towarzyszą od teraz, każdemu podjętemu przeze mnie zadaniu.

Drugi raz w życiu byłam na rekolekcjach, ale z rodzinami i młodzieżą razem, był to pierwszy. Nigdy nie zapomnę piękna męża, kochanego przez żonę i piękna żony, kochanej przez męża. To piękno w czystej postaci!

Bóg już od pierwszej konferencji, wciąż z jednej strony bombardował moje wyobrażenia i odkrywał we mnie siebie. Myślałam, że tu chodzi o ewangelizację, a nie o osobiste doświadczenie bycia zewangelizowanym przez samego Jezusa. Zrozumiałam, że to był cel numer jeden, dopiero potem reszta. Już kilka słów dalej, Pan Bóg znów wysadził moją wygodną kanapę mówiąc, że ewangelizacja nie jest najważniejszym, ale jedynym zadaniem Kościoła, a tym samym moim. W pewnej chwili myślałam, że mam zawojować świat, a tu słyszę: ”Czasem uda się wam powiedzieć: Jezus Chrystus. Wystarczy, trzeba siać.”

Od samego początku Pan Bóg formatował moje myślenie. Zachęcał, bym przekroczyła siebie. Swoje dotychczasowe ramy i schematy, przygotowane pytania i odpowiedzi, przemyślane sytuacje. Zabezpieczający porządek chciał przemienić w święty niepokój walki o dusze. Słysząc, że wiara jest działaniem Boga i efektem woli, zrozumiałam, że moim zadaniem jest zapraszanie człowieka do wyboru. „Pierwsze jest pierwsze”- kolejny slogan, pomyślałam w pierwszej chwili. Pan Bóg znalazł jednak szczelinę w mojej woli, by pokazać mi, że te słowa, odkąd prawdziwie się w Nim zakochałam, towarzyszą każdej sekundzie mojego życia. Dzięki Duchowi Świętemu, wciąż jestem wyprowadzana z mentalności niewolnika: żyję, bo muszę; uczę się, bo muszę; idę do kościoła, bo muszę; modlę się, bo muszę; kocham, bo muszę. Myślę, że to właściwość przedwczesnych emerytów, z której Bóg wciąż mnie uwalnia.

Jednym z największych problemów dla mnie, była koncentracja na sobie, na tym jak wypadnę, czy ludzie mnie zrozumieją, czy wyjdę na klauna albo wariatkę. Odpowiedź, którą tam usłyszałam, brzmi we mnie cały czas: ”Tu zupełnie nie chodzi o nas, ale o Jezusa Chrystusa.” Kolejnym grzmotem było usłyszenie: „możemy wyjść z gitarą na ulicę i krzyczeć: Panem jest Jezus! Ale czy Jezus jest Panem, kiedy: zmywasz garnki, siedzisz nad książkami w środku nocy i wydaje ci się, że nic nie umiesz, doświadczasz trudności życiowych i małżeńskich”. Myślę, że każdy z nas miał okazję doświadczyć takich sytuacji. Ja osobiście przypomniałam sobie wtedy każdą z nich i pomyślałam: Panem był i jest Jezus, dlatego je przetrwałam i dalej będę walczyć w ich odważnym podejmowaniu, to znaczy nie ja, tylko Pan.

Przyszedł dzień na napisanie świadectwa. Zobaczyłam, że błędy i słabości, są jak wirus zarażający serce smutkiem. Tak było w moim życiu. Doświadczyłam osobiście, że do uzdrowienia Pan Bóg potrzebuje tylko jednej rzeczy - mojej woli. Choć kamień przygniatający do błota życia, może wydawać się z wierzchu ciepłym gniazdkiem, w środku staje się pustynią, stwarzającą idealne warunki do prac archeologicznych dla szatana. Zauważyłam, że Bóg wciąż powtarza: daj się uzdrowić, nie przychodzę po to, aby cię skrzywdzić. Nie jest to oczywiście jak pstryknięcie palcami. Przypomina mi się tu przypowieść o drzewie figowym. Rozgoryczony właściciel mówi do ogrodnika zajmującego się jego drzewem. ”Już od trzech lat przychodzę szukać owocu na tym drzewie, a nie znajduję. Wytnij je!” A ogrodnik odpowiada: „ Panie pozostaw je jeszcze na rok. Ja okopię je i obłożę nawozem. Może zaowocuje”. Myślę, że ten fragment jest jednym z kluczy ewangelizacji, bo Bóg mówi w nim: daj mi się o Ciebie zatroszczyć, daj mi być ogrodnikiem twojego drzewka figowego. Jednym słowem, to nie my, ale sam Jezus.

Bardzo twórcze wydało mi się ćwiczenie, polegające na próbie pokierowania rozmową w różnych sytuacjach tak, żeby okrasić je obecnością Boga. Naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, że w całej otaczającej mnie rzeczywistości, Bóg stwarza niezwykłe okoliczności do spotkania z Nim innych ludzi. Przez pomysłowe i czasem zabawne stwierdzenia. Jednym z założeń, była rozmowa na temat filmów. Wydawało mi się, że prawie każdy obejrzał kiedyś choć jedną część 007. Pomyślałam, ja też bardzo lubię Bonda, trochę jak Jezus, ciągle w akcji. Podczas tych rekolekcji doświadczyłam prawdziwego trzęsienia ziemi, które odnowiło jej oblicze. Zrozumiałam, że nie muszę pokazywać, jak się gorliwie modlę, klęczeć na kolanach, krzyczeć: Jezus Cię kocha! Spostrzegłam, że człowiek, który doświadcza Miłości, sam staje się jej obrazem we wszystkim co robi. 

Żadna zaprawa nie sprawdzi się bez próby wybudowania na niej domu, więc przyszedł czas na wejście do akcji: ewangelizację. Obudziłam się godzinę wcześniej niż zwykle, nie mogłam myśleć, zaczęłam się wręcz źle czuć, naprawdę się bałam. W takich momentach po prostu doświadczam ludzkiej słabości, po to, by zobaczyć, jak wiele ma we mnie do zrobienia łaska i zaczęłam się modlić. Pan Bóg wiedział co zrobić. Choć momentami zerkałam zachowawczo do zaznaczonych wcześniej fragmentów Pisma Świętego, próbowałam układać sobie coś w myślach, Pan wciąż powtarzał: ”Daj się wyrwać z korzeniami, poprowadzę cię”. Spotykałam różnych ludzi, momentami było bardzo trudno, ale wkładałam w to, co chciałam przekazać całą moją autentyczność chrześcijańską. Widok prawie dwumetrowego mężczyzny oddającego swoje życie Jezusowi pod działaniem Ducha Świętego był powalający. To jest moc! Podczas tego szczególnego czasu Duch Święty wypowiadał przeze mnie słowa, których nigdy w życiu bym nie wymyśliła, fragmenty z Pisma Świętego, których myślę nigdy nie słyszałam. Odpowiedzi, których udzielałam, same były dla mnie niezwykłym odkryciem. Doświadczyłam, że dać zamilknąć sobie, to pozwolić Bogu uzdrawiać. Naprawdę tam, gdzie Bóg powołuje, tam i uzdalnia. Myślę, że ewangelizacja wymaga w pewnym momencie powiedzenia Bogu „TAK”, bez żadnych ale. Na szczęście, Pana Boga nie obejmą przewidywalne ramy logiki. O wiele prosi, ale nieskończenie więcej daje: „Węże będą brać do rąk i choćby wypili coś zatrutego nie zaszkodzi im”.

Lampą dla moich stóp, gdziekolwiek Pan mnie pośle zawsze będą słowa: „Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości.”

Marta Zdanowska

Świadectwo, OR I Polanica–Zdrój, 5-22.07.2016, para prowadząca Ewa i Paweł Czaplińscy, moderator ks. Paweł Walkiewicz

Jesteśmy wdzięczni Panu Bogu za dar rekolekcji, za wszelkie łaski, których nam udzielił. Był to dla nas czas refleksji, przemiany i wzrostu duchowego.

Iwona:
Bardzo chciałam przyjechać na rekolekcje, ale do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy dostanę wolne w pracy. Początkowo pani dyrektor niechętnie przyjęła moją prośbę. Codziennie modliłam się z mężem oto, abym dostała na czas rekolekcji urlop i Bóg nas wysłuchał. Na początku rekolekcji miałam trudności w wejście, w prawidłowe przeżywanie tych rekolekcji. Pewne czynniki zewnętrzne utrudniały mi przeżywanie tego szczególnego czasu. Jednak z czasem, z pomocą Bożą to zaakceptowałam.

Bardzo ważna była dla mnie szkoła modlitwy i namiot spotkania. To co mówił kleryk Bartek na wprowadzeniu do namiotu spotkania poruszało moje serce. Głęboko przeżyłam dialog małżeński, poprzez który zobaczyłam, że zaniedbuję lekturę duchową, nie potrafię właściwie spędzić czasu z mężem, nie do końca potrafię wykorzystać wolny czas, co zaowocowało zmianą myślenia i postępowania. Podjęliśmy różne postanowienia, mające na celu budowanie jedności i miłości między nami i z Bogiem. Jak na razie trwamy w tych postanowieniach.

Również głęboko przeżyłam spowiedź i odnowienie przyrzeczeń ślubnych. W trakcie spowiedzi zadałam pewne pytania, których jak dotąd nie zadawałam żadnemu księdzu, co było mi pomocne w pracy nad sobą. Bardzo poruszające były dla mnie świadectwa animatorów, uczestników rekolekcji, a także dzieci. Ubogaciły mnie wspólne wycieczki z Andrzejem i Agnieszką oraz z Jeremiaszem, rozmowy z nimi, to jak siebie nawzajem traktują oraz to, że w naszych wspólnych wojażach uwzględniali także nasze potrzeby. Budujące było też to, że mogłam choć po części zobaczyć, jak Bóg innych prowadzi, przemienia. Radość, pogoda ducha innych uczestników, ich sposób bycia to potęgowało moją radość.

Przede wszystkim poprzez te rekolekcje, a właściwie przez sposób bycia innych uczestników, poprzez różne posługi: liturgiczną, porządkową oraz przez postawę skromności i pokory ks. Pawła, naszego moderatora, mogłam dotykać swojej małości, kruchości. Zobaczyłam, że jeszcze dużo jest we mnie pychy i egoizmu. Poprzez te rekolekcje uczyłam się pokory, cierpliwości, życzliwości i wyrozumiałości. Uczyłam się po prostu tracić.

Michał:
Działania Pana w moim życiu doświadczam na co dzień. Szczególnie w ostatnich miesiącach. Do Polanicy-Zdroju na rekolekcje Oazy Rodzin Iº zapragnąłem pojechać, od kiedy na stronie internetowej DK pojawiła się informacja o nich.

Jednak bardzo szybko pojawił się problem, czy będziemy mogli tam pojechać, nie wiedziałem, czy Iwona dostanie urlop akurat w tym okresie. Dziś wiem, że przez taką sytuację Pan pragnął mi ukazać istotę Sakramentu Małżeństwa. Tak jak w przypadku wyjazdu na rekolekcje mogliśmy wyjechać tylko oboje, a w sytuacji gdy żona nie uzyskałaby zgody na urlop w tym okresie, to oboje musielibyśmy z nich zrezygnować, tak w życiu małżeńskim są rzeczy, które tylko razem możemy realizować. Ostatecznie jednak wolą Pana było to, że mogliśmy razem pojechać i wspólnie przeżyć ofiarowany przez Niego szczególny czas rekolekcji.

Kilka dni przed rozpoczęciem naszych rekolekcji byłem u spowiedzi w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej i ojciec spowiednik zapytał się mnie, czy w związku z Jubileuszowym Rokiem Miłosierdzia korzystałem z możliwości uzyskania odpustu zupełnego poprzez nawiedzenie jednej z wyznaczonych świątyń i przejście przez Bramę Miłosierdzia. Odpowiedziałem, że jeszcze nie. Ojciec zalecił mi, abym zorientował się, które kościoły są wyznaczonym i skorzystał z takiej okazji.

Przyjeżdżam do klasztoru Chrystusa Króla oo. sercanów, w których odbywały się nasze rekolekcje i co widzę? Przy klasztorze jest kaplica parafialna, która jest zarazem świątynią jubileuszową, a co za tym idzie jest tam również Brama Miłosierdzia. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, jak bardzo kocha mnie Pan. On pragnie mi dać wszystko, co tylko może, aby mnie uzdrowić całkowicie. Jeszcze tego samego dnia nawiedziliśmy z Iwoną to miejsce, uczestniczyliśmy w nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusowego oraz w Eucharystii pierwszopiątkowej.

W pierwszych dniach przeżywałem kryzys duchowy. Zastanawiałem się po co przyjechałem tutaj. Byłem pełen lęku i obaw. Jednak poprzez ten trudny czas Pan uczył mnie cierpliwości i pokory. Pierwszym ważnym momentem w tym czasie dla mnie była uroczystość Nocy Fatimskiej. To wtedy miałem możliwość niesienia razem z trzema innymi osobami figury Maryi Matki Bożej przez pewien odcinek procesji. Była ciężka, że aż ramię mnie bolało i ten dyskomfort utrzymywał się potem jeszcze przez kilka dni. W trakcie procesji bałem się, że nie wytrzymam pod tym ciężarem do końca mojego odcinka drogi. Właśnie przez to wydarzenie Chrystus pokazał mi, że życie polega na trudzie noszenia różnych ciężarów, ale z Jego pomocą możliwe jest dojście do głównego celu jakim jest szczęście wieczne. Przełomowym dniem rekolekcji był dzień, w którym rozważaliśmy tajemnicę Zmartwychwstania Pańskiego, kiedy to przeprowadziliśmy najlepszy do tej pory dialog małżeński w naszym życiu. W jego trakcie wyszło nam wiele rzeczy, nad którymi musimy jeszcze wiele pracować. Podjęliśmy szereg postanowień, które obecnie z Bożą pomocą wdrażamy w nasze życie i staramy się je realizować. Dopełnieniem dialogu był sakrament pokuty, do którego przystąpiłem, doświadczając szczególnego działania uzdrawiającego moją duszę ze strony mojego Pana i Zbawiciela, którym jest Jezus Chrystus. Zwieńczeniem tego dnia, była uroczysta Eucharystia, podczas której odnowiliśmy z Iwoną nasze przyrzeczenia ślubne, a następnie mogłem ofiarować mojej żonie różę. To był dla mnie piękny i wspaniały czas, który wciąż jeszcze trwa.

Korzystając z okazji pragniemy podziękować moderatorowi ks. Pawłowi za postawę pokory, cichości oraz za posługę kapłańską w czasie rekolekcji. Chcemy podziękować również parze moderatorskiej Ewie i Pawłowi Czaplińskim za trud organizacji tych rekolekcji, za ich świadectwo życia oraz animatorom za dane przez nich świadectwo, trud apostołowania, modlitwę. Dziękujemy także klerykowi Bartkowi i Sławkowi za postawę pokory, służby i miłości do bliźniego. Dziękujemy diakonii muzycznej i wychowawczej za poczucie humoru, za ich dobroć i pokorę oraz dziękujemy wszystkim uczestnikom za ich wzajemną życzliwość, dobroć, za chwile przeżyte razem.

Za to wszystko chwała Panu!

Iwona i Michał Kretowie

Świadectwo, OR I Korbielów, 2-16.07.2016, para prowadząca Barbara i Janusz Puzikowie, moderator ks. Paweł Witkowski

Rekolekcje planowaliśmy od pierwszej informacji, że będą prowadzić je Basia i Janusz. Byliśmy bardzo zadowoleni, że udało się nam na nie zapisać i z niecierpliwością czekaliśmy na ich nadejście, ponieważ byliśmy rok wcześniej na rekolekcjach pierwszego stopnia i doskonale wiedziałam, jak będą wyglądały. Po fantastycznych wspomnieniach, uniesieniach duchowych zeszłego roku i ogromnych zmianach w naszym życiu wiedziałam, że będziemy fruwać pół metra nad ziemią.

Pan Jezus miał jednak inny plan. Miesiąc przed wyjazdem okazało się, że nasz syn jest dość poważnie chory i pod znakiem zapytania stanął cały wyjazd. W zasadzie do ostatnich dni nie byliśmy przekonani, czy to słuszna decyzja. Mąż uważał, że to błąd jechać z dzieckiem, które ma leżeć. Ja jednak ufałam, że jak tylko dojedziemy, to będzie lepiej i że niezdecydowanie i brak przekonania mojego męża znikną z chwilą przekroczenia tabliczki Korbielów. Tak się jednak nie stało. Pan Bóg miał inne plany. Niestety obawy i zniechęcenie początkowe mojego męża nabrały na sile zamiast stopniowo mijać. Objawy choroby syna również się nasiliły. Po kilku dniach gorącej modlitwy Przemek przestał się pakować, żeby wrócić do domu. Gdy już wydawało się, że będzie lepiej syn zachorował na „jelitówkę”. Przeleżał 5 dni w łóżku. Mimo moich wyobrażeń, że na dzień wspólnoty pojedziemy razem i pójdziemy razem w szpalerze do złożenia deklaracji Krucjaty pojechałam tylko z córką, mąż został z synem.

Wszystko na rekolekcjach wymagało świadomej decyzji, że wybieram Chrystusa i ufam Jego planom. Synowi ostatniego dnia zniknęły oznaki choroby podstawowej i żołądka. Przez cały dzień funkcjonował jak zdrowe dziecko, myśleliśmy, że już będzie po wszystkim. Niestety, objawy pierwszej choroby pojawiły się znowu i choroba trwa. Moje przyjęcie Chrystusa było bardzo świadomym wyborem. Gdyby nie ufność Jemu, Jego pomoc w momentach mojej słabości i gorąca modlitwa, pewnie nie przetrwałabym rekolekcji. Jezus nauczył mnie, że moje plany nie zawsze są takie same jak Jego, nawet, jeśli dotyczą rekolekcji. Nie zawsze jest łatwo, lekko i przyjemnie, ale ufając Mu wszystko można przezwyciężyć. Po powrocie w wieczornej modlitwie mój syn podziękował Bogu za ten jeden normalnie spędzony dzień. Uczymy się dziękować za otrzymane łaski.

Chwała Panu!

Basia Goljat

Świadectwo, OR II Czarna Sędziszowska, 5-21.08.2016, para prowadząca Iwona i Daniel Jakubczykowie, moderator ks. Piotr Wierzbicki

Wojciech:
Na rekolekcjach OR II st. w Czarnej Sędziszowskiej odkrywałem, że moja wiara jest krucha. Koncentrowałem się bowiem na tym, co doczesne, dużo pracując i bardzo troszcząc się o sprawy materialne, takie jak utrzymanie mojej rodziny. Tymczasem, słuchając świadectw uczestników rekolekcji oraz analizując swoją dotychczasową historię, doszedłem do przekonania, że Bóg zatroszczy się o moje sprawy, tak jak i zatroszczył się o sprawy innych uczestników rekolekcji (np. pojawiania się środków na życie przy każdym z kolejnych z sześciorga dzieci w jednej z rodzin).

Bóg obdarzał mnie wielkim pokojem. Pozwalał mi również uniżać się przed Nim poprzez codzienne lekcje pokory. Podam tylko kilka przykładów:
• Po pogodnym wieczorze, który odbywał się na pobliskim boisku, zgubiliśmy klucze do zamkniętego pokoju. Było już ciemno, na boisku nie było oświetlenia, a latarka została w pokoju. Na szczęście dzięki pomocy współuczestników klucz został odnaleziony w trawie;
• Będąc na wycieczce w Rzeszowie, żona zostawiła w centrum miasta na ławce torebkę, w której znajdowały się pieniądze na rekolekcje. Zorientowaliśmy się o tym po 20 minutach. Odnaleźliśmy torebkę na miejscu nietkniętą;
• Zostaliśmy wyznaczeni do zapalenia świecy na Jutrzni rozpoczynającej się o 7.30. Obudziliśmy się o godz.7.28. Na Jutrzni okazało się, że był to jedyny dzień, kiedy nie zapalało się świecy, tylko ksiądz zapalał Paschał;
• Podczas Drogi Krzyżowej na dwie stacje przed naszą okazało się, że pomyliliśmy stację i przygotowaliśmy niewłaściwe rozważanie. Musieliśmy improwizować.

Karolina:
Mnie natomiast zdarzenia, o których wspomniał powyżej mój mąż, uczyły radzenia sobie z porażkami. Uczyły również nas jako małżeństwo przechodzenia przez konfliktowe sytuacje.
Pan Bóg pozwolił mi odkryć, że jedną z moich niewoli jest podejście do codzienności. Byłam sfrustrowana i skoncentrowana na kłopotach z nią związanych. Próbowałam niejednokrotnie dyscyplinować się i walczyć ze sobą. Usłyszane na rekolekcjach słowa o Bogu obecnym, o Bogu walczącym, któremu zależy na moim życiu, dały mi poczucie ulgi, niejako uwolnienia się ode mnie samej. Zrozumiałam, że zbyt dużo się troszczę oraz nie muszę samodzielnie walczyć z pojawiającymi się w życiu codziennymi trudnościami i przeszkodami. Raczej pragnę pytać Boga, o co On chce walczyć w moim życiu. Nie jestem panem mojej codzienności. Jedynie mogę ją przyjąć, dostrzec Bożą miłość i dopuścić Boga do walki o mnie i moje życie.

Karolina i Wojciech

Jesteś tu:

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celach wskazanych w polityce prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki.

Polityka prywatności