Po kilkudniowych rekolekcjach ORAR 2 wyjeżdżamy zdecydowanie ubogaceni. Usłyszane świadectwa pokrzepiły naszą wiarę, a przekazane doświadczenia z całą pewnością pomogą w bardziej świadomym i roztropnym prowadzeniu naszego kręgu. Wiele kwestii, które wydawały się już rozstrzygnięte, zostały przez nas powtórnie poddane analizie. Te rekolekcje dały nam kilka praktycznych wskazówek i „best practices” od innych par animatorskich, które tak jak i nasz krąg, mierzą lub mierzyły się z podobnymi trudnościami.

Miarą dojrzewania jest otwarta postawa wobec służby, np. innym parom w kręgu. Może właśnie te rekolekcje uzdalniają wybrane małżeństwa do posługi animatorskiej? Duże podziękowania dla „współkręgowców”, z którymi mieliśmy okazje rozmawiać i dzielić się naszymi wątpliwościami (i je rozstrzygać). Pomimo uczestnictwa w wielu aktywnościach rekolekcyjnych, wracamy (niesamowite) jak po wakacyjnym odpoczynku. Pomimo przebywania tu z trójką dzieci. Para organizująca wymodliła wspaniałą diakonię wychowawczą, za co serdecznie dziękujemy.

Adam i Agnieszka

To były pierwsze rekolekcje, które prowadziliśmy. Wyraziliśmy zgodę na tę posługę, ale w duszy była niepewność, myśl, że się do tego nie nadajemy, że nie damy rady tego ogarnąć, bo przecież nie wiemy, jak to jest "być parą prowadzącą". I potwierdziły się słowa, które już nieraz słyszeliśmy, że "Bóg nie powołuje uzdolnionych, lecz uzdalnia powołanych". Rekolekcje się udały, Duch Święty czuwał i prowadził, dobrzy ludzie pomagali.

Na początku było sporo pracy, jeszcze więcej stresu, niepokoju, myśli, czy wszystko przygotowaliśmy, czy o czymś nie zapomnieliśmy. Ale już drugiego dnia mieliśmy mniej zmartwień, a więcej spokoju. Z każdym następnym dniem czuliśmy się lżejsi na duszy, stresu było coraz mniej, a radości coraz więcej. Radości ze spotkanie z Panem Jezusem, radości ze spotkania z drugim człowiekiem, radości ze służenia innym, radości z przebywania w pięknym miejscu. I okazało się, że będąc parą prowadzącą, można również czerpać z rekolekcji, co wcale wcześniej tak oczywiste nie było. Mimo obowiązków mieliśmy dużo czasu na przebywanie z Panem Jezusem, a on uspokajał, wyciszał, pocieszał, przytulał, pokazywał, co najważniejsze. Ten czas z Nim umacniał i ożywiał. Umacniał i ożywiał nas indywidualnie, nas jako prowadzących, ale przede wszystkim nas jako małżeństwo. To dzieje sie nadal. Każdego dnia widzimy owoce tych rekolekcji. Te owoce są piękne i bardzo smakują - ożywienie naszego małżeństwa, odnowienie miłości, radość życia - to te najważniejsze.

Bogu niech będą dzięki za ten błogosławiony czas rekolekcji i za cuda, jakie sprawia On w naszym życiu!

Kasia i Krzysiek Mentrakowie

Świadectwa, RT Namiot Spotkania Dębowiec, 24-29.07.2021, moderator - ks. Henryk Bartuszek, para prowadząca - Elżbieta i Grzegorz Kolasińscy

Od 24 do 29 lipca uczestniczyliśmy w rekolekcjach tematycznych „Namiot Spotkania”, odbywających się w Sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej w Dębowcu. Punktem wyjścia rozważań były teksty konferencji na temat Namiotu Spotkania wygłaszone przez Czcigodnego sługę Bożego księdza Franciszka Blachnickiego. Rekolekcje te były czasem siania i umacniania tego, co już wzrastało w nas. Dużą radością były adoracje Najświętszego Sakramentu, które umożliwiały wsłuchiwanie się w słowo Boże i trwaniu przed Panem.

Nie było „fajerwerków duchowych”, jakiś spektakularnych przemian, to raczej czas, który dobrze oddają słowa : „(…) pasie On swą trzodę, gromadzi [ją] swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie…” (Iz 40, 11).

To był czas budowania i umacniania relacji z Miłosiernym Panem.

Za ten błogosławiony czas, za gospodarzy, wszystkich organizatorów, uczestników oraz za dzieła, które zapoczątkowały te rekolekcje Bogu niech będą dzięki.

Justyna i Maciej
-----

W tym roku byliśmy na rekolekcjach tematycznych „Namiot Spotkania” w Dębowcu. Pojechaliśmy po 3 letniej przerwie bardzo wygłodniali rekolekcji. Przy wyborze kierowaliśmy się terminem: musiała być to druga połowa lipca, kiedy nasza najstarsza córka jechała na II turnus ONŻ, a młodsza miała obóz harcerski. Pierwszy raz jechaliśmy tylko z naszym najmłodszym dzieckiem. Już w czasie rekolekcji mieliśmy poczucie, że właśnie tych i właśnie takich rekolekcji potrzebowaliśmy najbardziej.

To był cudowny czas, bardzo dobrze rozplanowany. Na namiot spotkania mieliśmy przeznaczoną ponad godzinę. Nowością dla nas było, że nie musieliśmy się nigdzie spieszyć. Pamiętam rekolekcje, kiedy dzieci były młodsze i bycie punktualnym na każdym kolejnym punkcie dnia stanowiło dla nas wyzwanie, a tym razem miałam poczucie, że czasu jest dużo i jednocześnie, że jest wszystko co potrzebne.

Rekolekcje prowadził ks. Henryk, któremu chcemy bardzo podziękować za obecność, za konferencje, a przede wszystkim za jego postawę, postawę sługi.

Na rekolekcjach bardzo mocno doświadczyliśmy wspólnoty. Pamiętam, gdy śpiewaliśmy „Dziś Kościele żyjącego Boga wstań”, czułam ogromną moc wspólnoty. Bardzo dobrze się w niej czuliśmy. Żałowaliśmy, że nasze rekolekcje nie trwają 15 dni. Piękna była również różnorodność naszej wspólnoty - było dużo małżeństw z małymi i licznymi dziećmi, ale były też małżeństwa, którzy swoje dorosłe dzieci zostawiły w domach. Towarzyszyło nam poczucie, że uzupełniamy i potrzebujemy się nawzajem, dopiero razem tworząc jedno.

Bardzo ważna była dla mnie nasza nocna małżeńska adoracja Najświętszego Sakramentu. Na samym początku, a nawet zaraz przed, Pan skierował do mnie ważne słowa, które cały czas są we mnie. Podobnie nadal pracują we mnie wskazówki księdza Blachnickiego dotyczące Namiotu Spotkania.

Na sam koniec chcemy jeszcze wspomnieć o miejscu, gdzie uczyliśmy się „spotykać się z Panem”. Dębowiec to takie polskie La Salette - piękne miejsce kultu Matki Bożej warte odwiedzenia. Za przeżyte rekolekcje, za spotkane osoby, za wszystkie łaski, którymi Pan Bóg nas hojnie obdarza, za wspólne 19 lat naszego małżeństwa - Chwała Panu!

Zosia i Marcin

Świadectwo, OR II Lubaszowa, 24.07-9.08.2021, moderator - ks. Michał Wszeborowski, para prowadząca - Izabela i Wincenty Pipkowie

Wielkie dzięki Bogu Jedynemu za czas rekolekcji. Z utęsknieniem jechaliśmy na nie po roku epidemii. Rekolekcje dotyczyły ważnych treści, wyjścia z niewoli egipskiej Izraela, dzięki nim odkrywaliśmy i wychodziliśmy z własnych niewoli. W symbolicznym Exodusie pod osłoną nocy, odnowiliśmy swoje przyrzeczenia chrzcielne, dobrowolnie i świadomie powiedzieliśmy Bogu, że chcemy przez życie kroczyć razem z nim.

Ważnym momentem dla mnie było przystąpienie do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, czego zupełnie nie planowałam jadąc na rekolekcje. Była to odpowiedź na Boże zaproszenie. Oddając swoje niewole oddałam wszystko, nie chomikując nic dla siebie w rezerwie. Wierząc, że mogę tym samym pomóc tym, którzy nie mogą wyjść ze swoich niewoli zewnętrznych i wewnętrznych.

Wiele treści przekazywanych na rekolekcjach dotyczyła liturgii. Odkrywaliśmy ją jako źródło i szczyt chrześcijaństwa. Na kursie liturgicznym prowadzonym w jasny i klarowny sposób przez kleryka mogliśmy się dowiedzieć wiele cennych informacji dotyczących samego przebiegu liturgii, tak by móc jako lud przed Bogiem stać w jedności. Podczas szkoły rodzinno-liturgicznej para moderatorska przekazywała nam, jak szeroko rozumiana liturgia owocuje w ich życiu i jak powinniśmy przeżywać liturgię w rodzinie. Przedstawiane prezentacje to nie było suche słowo, ale przykład i świadectwo ich życia, okraszony dużą dawką humoru.

Już kilka tygodni po rekolekcjach, a ja wciąż zachwycam się tym, jak Bóg zawsze skrzętnie dobiera ludzi na rekolekcje. Zazwyczaj nie wiemy z kim pojedziemy, Bóg sam stawia nam ludzi, których nam akurat potrzeba i dla których my jesteśmy darem. Jak działa podczas luźnych rozmów, daje siłę do działania, kiedy wychodzimy z własnej strefy komfortu - naszych niewoli, gdy tylko otworzymy się na Jego łaskę i pozwolimy Mu działać.

Owocem tych rekolekcji było zrodzenie się pragnienia częstego uczestnictwa w Eucharystii, by móc karmić się Jego ciałem i kroczyć po pustyni życia.

Za to wszystko Chwałą Panu!

Ewa i Paweł

Świadectwo, OR I Czarna Sędziszowska, 6-22.08.2021, moderator - ks. Andrzej Persidok, para prowadząca - Dorota i Witold Kalatowie

Zacznijmy od tego, że na tych rekolekcjach miało nas nie być. Co prawda czekaliśmy na nie półtora roku i z zegarkiem w ręku czuwaliśmy do momentu uruchomienia zapisów, jednak gdy chwila ta nastąpiła nic nie szło już tak, jak planowaliśmy. Zablokowany formularz, pola wyboru bez możliwości zaznaczania, brak przycisków... To sprawiło, że kiedy w końcu udało nam się wysłać zgłoszenie, wylądowaliśmy na liście rezerwowej. Byliśmy zawiedzeni, bo przecież tak długo czekaliśmy, byliśmy tak dobrze przygotowani, żeby zgłoszenie wysłać błyskawicznie, a tu okazuje się, że musieliśmy dostać jeszcze lekcję pokory. Pomyśleliśmy jednak, że jeżeli mamy pojechać na rekolekcje, to pojedziemy. Od tego momentu ze spokojem zaufaliśmy więc Panu. W głębi duszy przekonani byliśmy, że się uda i tak też się stało. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji. Na dzień przed wyjazdem w naszym domu miała miejsce awaria prądu. Nie udało nam się znaleźć jej przyczyny, jednak zdecydowaliśmy się tym nie zajmować, bo wyjazd był dla nas ważniejszy. Pojechaliśmy! Gdy byliśmy już prawie na miejscu, okazało się, że niestety po drodze zgubiłem różaniec, który był dla mnie bardzo ważny. Miałem więc lekkie poczucie smutku. Najważniejsze było jednak, że dojechaliśmy szczęśliwie do Czarnej Sędziszowskiej. Ta bliskość sakramentów, modlitwa i życzliwość ludzi sprawiła, że szybko poczuliśmy się jak w domu.

Trudności przysparzały nam nasze dzieci (mamy ich trójkę), które dawały nam nieźle w kość od pierwszego dnia. Byliśmy podłamani, bo mieliśmy wrażenie, że wszyscy inni lepiej radzą sobie z małymi dziećmi, mają więcej cierpliwości, lepiej i pobożniej przeżywają rekolekcje. To powodowało między nami napięcia i niekiedy irytację. Jak wiele jeszcze musimy pracować nad naszą cierpliwą miłością. Jak bardzo jest ona jeszcze niedoskonała. Dzięki Bogu wokół nas było wiele osób, z którymi mogliśmy otwarcie o tym rozmawiać i które z tak dużą życzliwością oraz empatią, starały się nam pomóc.

Jedenastego dnia rekolekcji przyszedł czas na dialog małżeński. Jak nigdy wcześniej, postanowiliśmy rozpocząć go słowem Bożym. Bóg ma niezłe poczucie humoru, bo fragment, na który trafiliśmy to Rz 3, 9-20. Popłakaliśmy się ze śmiechu i dzięki temu już na początku dialogu zeszło z nas całe napięcie. W tym momencie żona zaskoczona wskazała mi rękaw swojej kurtki, która wisiała naprzeciwko nas. Znajdował się na nim mój różaniec. Był zawieszony tak delikatnie, że przy lekkim poruszeniu kurtki od razu spadł. Do tej pory nie mamy pojęcia, jak mógł się tam znaleźć, a tym bardziej w jaki sposób mógł wisieć tam tak długo, kiedy nasze dzieciaki jak tornado przewalały się przez pokój, szarpiąc ją wielokrotnie. Czułem, jakbym dostał go od Pana Boga na nowo. To był dzień naszej rocznicy ślubu. W tym samym dniu podjąłem też decyzję o wstąpieniu do KWC. Nigdy wcześniej tego nie rozważałem, bo prawdę mówiąc wyszukiwanie i smakowanie mało znanych rodzajów piwa było moim hobby. Pomyślałem jednak, że skoro Pan Jezus oddał za mnie swoje życie z taką łatwością i miłością, to ja również powinienem być gotowy przynajmniej na taką ofiarę. Tyle razy modliłem się do Boga, aby przejął stery mojego życia, więc ta decyzja była pewnego rodzaju potwierdzeniem, że proszę o to na serio. Musiałem oddać kawałek siebie, w jakiejś części umrzeć i dać się dalej prowadzić, ufając Panu. Nie powiedziałem o tym Kasi, bo wiedziałem, że zrobi wtedy to samo. W końcu od jakiegoś czasu już o tym myślała. Chciałem jednak, żeby jej wybór był niezależny od mojego, żeby nie wynikał z tego, że ja tak zrobiłem, ale z czystej chęci złożenia ofiary z siebie. Kasia finalnie podjęła decyzję dopiero podczas Dnia Wspólnoty w ostatnim momencie i deklarację wypełniła w kościele. O mojej decyzji dowiedziała się dopiero, kiedy dogoniłem ją w szpalerze. Była totalnie zaskoczona i wzruszona. Powiedziała mi później, że jedną z jej intencji było to, żebym też kiedyś do niej dołączył. To był piękny i pełen emocji dzień. Bóg jest świetnym reżyserem naszego życia.

Owoców tych rekolekcji jest o wiele więcej. Dzięki ks. Andrzejowi na nowo spojrzeliśmy na aspekt modlitwy. To było tak bardzo potrzebne nam doświadczenie, które już owocuje. Wydaje się też, że dużo lepiej zaczęliśmy rozumieć Namiot Spotkania, który do tej pory nie funkcjonował u nas najlepiej. Na nowo doceniliśmy również możliwość uczestniczenia w codziennej Mszy Świętej i wieczornej adoracji, gdzie w ciszy można zanieść Bogu wszystkie nasze sprawy. Jak to dobrze, kiedy ma się taką możliwość każdego dnia. To były bardzo ważne dla nas rekolekcje. Dziękujemy dobremu Bogu za wszystkich, którzy te rekolekcje przygotowali, posługiwali i wspierali je modlitwą. Dziękujemy też niesamowitej diakonii wychowawczej, której udało się podczas tej nierównej walki szybko skraść serca dzieci. Bóg Wam wszystkim zapłać.

Chwała Panu!

Katarzyna i Mateusz Winklerowie

Jesteś tu:

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celach wskazanych w polityce prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki.

Polityka prywatności