Świadectwo Basi i Przemysława Goljatów, OR I Maniowy, ks. Aleksander Michalak, para prowadząca Paulina i Paweł Zalewscy
Przez ostatnie lata próbowałem wyprzeć Boga z mojego życia. Po podjęciu decyzji o wyjeździe na rekolekcje miałem wiele obaw jak to będzie. Nigdy wcześniej nie brałem udziału w wyjazdach z Kościołem. Jadąc zapewniałem, że nie zamierzam czytać publicznie Pisma Świętego mówiąc żonie: „nikt mnie nie zmusi”.
Po Tygodniu rekolekcji, leżąc na trawie, pierwszy raz w życiu odmawiając Różaniec, patrzyłem w niebo. W myślach poprosiłem: Panie Boże daj mi jakiś znak, że naprawdę jesteś, a ja wszystkim o tym powiem i będzie mi lżej. Zagrzmiało. Pomyślałem,” nie to nie jest znak”, bo zbierało się na burzę już od godziny. „Panie Boże, a może tak gołębicę”, ale skąd gołębica w górach podczas burzy? Przeleciały dwie małe jaskółki, myślę „ nie, no jaskółki przed burzą to za mało”. „Stać cię Panie Boże na więcej”. I nade mną zawisł ogromny ptak, myszołów z upolowaną zdobyczą w dziobie. I usłyszałem wołanie dziecka „Mamo, Mamo zobacz, Duch święty!!!”
I już wiedziałem, Pan Bóg mnie złapał i to ja jestem jego zdobyczą… Z czego się bardzo cieszę.
Przemysław Goljat
Ps. Służenie do mszy jest naprawdę przyjemne.
—–
Przed rekolekcjami chodziłam do kościoła w niedziele i święta, modliłam się raz więcej, raz mniej. Jako dziecko i wczesna nastolatka jeździłam z Rodziną Rodzin na obozy katolickie. Często ofiarowywałam cierpienie za innych. Spowiadałam się w pierwsze piątki, bardziej z obowiązku i dla przykładu dzieciom, niż wielkiej potrzeby. Kościół był moją sprawą, w zasadzie moją wiarą.
Po nawróceniu mojego męża i wspólnych rekolekcjach odkryłam na nowo, że Bóg jest nasz i nasza jest wiara i możemy tworzyć prawdziwą wspólnotę z Chrystusem najpierw w domu, potem ze znajomymi i w Kościele. Zgodnie z cytatem narodziłam się na nowo i zaprosiłam Jezusa do naszego domu i życia rodzinnego.
Chwała Panu za cierpliwość do nas.
Basia Goljat