Świadectwa, ORAR II Wadowice, 17-23.02.2020, moderator - ks. Paweł Witkowski, para prowadząca - Katarzyna i Marcin Piaseccy

Rekolekcje ORAR II w Wadowicach były dla nas czasem odrodzenia życia duchowego, wyciszenia, odpoczynku. Do udziału w nich namówili nas nasi animatorzy, którzy sami sprawowali posługę w diakonii wychowawczej. Dobra opieka nad naszymi dziećmi, przemyślana organizacja rekolekcji sprawiły, że mieliśmy czas dla Boga, czas dla siebie jako małżonków, ale też czas, by poznać inne małżeństwa i umocnić się ich świadectwem. Temat rekolekcji - przygotowanie do posługi pary animatorskiej - wydawał się nam znany i nie oczekiwaliśmy, że dowiemy się czegoś nowego. Przeżyliśmy te rekolekcje na początku naszej drogi w Ruchu, kilkakrotnie byliśmy animatorami. Jednak konferencje wniosły wiele nowych treści w nasze rozumienie Domowego Kościoła. Uświadomiły nam, że program DK jest pomyślany jako spójna całość. Jeśli wybieramy z formacji tylko to, co nam się podoba lub najbardziej nam w tym momencie odpowiada, nie rozwiniemy się w pełni i zatrzymamy gdzieś w połowie drogi. A nawet będziemy się cofać. Tak właśnie było z nami - przeżyliśmy formację podstawową, pojechaliśmy na kilka rekolekcji tematycznych i... nastąpił kryzys. Rekolekcje w Wadowicach wzbudziły w nas chęć posługiwania i dawania świadectwa. Ostatniego dnia przystąpiliśmy do KWC - z wewnętrznej potrzeby, by konkretnym postem umocnić siebie i innych na drodze wychodzenia ze zniewoleń. Chwała Panu za ten czas!

Basia i Robert
archidiecezja warszawska
-----

Decyzję o wyjeździe na rekolekcje podjęliśmy dosłownie w jednej chwili i w absolutnej jedności małżeńskiej. W momencie, kiedy otrzymaliśmy informację od pary rejonowej o rozpoczęciu zapisów, od razu wiedzieliśmy, że to zaproszenie kierowane jest do nas. Myślę, że w jednym aspekcie nasze motywacje były podobne, jako że zostaliśmy parą animatorską naszego kręgu, oboje z żoną czuliśmy, że potrzeba nam uporządkowania wiedzy na temat Ruchu Światło-Życie, chcieliśmy też posłuchać doświadczeń innych par związanych z prowadzeniem spotkań w kręgu. Oczywiście, nie sposób rekolekcji ograniczyć jedynie do przyswajania czy uzupełnienia wiedzy, to również pragnienie doświadczenia Pana Boga w przestrzeni, gdzie nie trzeba się spieszyć pomiędzy pracą, zakupami i domem, gdzie nie trzeba się martwić, co zrobić na obiad, kolację, gdzie można wyciszyć emocje i sprawy, które na co dzień nas pochłaniają; wystarczy tylko mieć otwarte serce na przyjęcie tego, co Bóg chce do mnie powiedzieć. Z pewnością nie zawsze jest to takie proste, ale z Bożą łaską możliwe. 

W jednej z pierwszych homilii ks. Paweł powiedział, że rekolekcje to wyjątkowy czas, kiedy nie trzeba walczyć o modlitwę, kiedy ta modlitwa jest już zaplanowana w rytmie dnia, wystarczy tylko pójść do kaplicy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem czas, aby przez 30 minut przebywać przed Najświętszym Sakramentem na Namiocie Spotkania, zazwyczaj robię to szybciej, często słuchając czytań z dnia oraz rozważań podczas jazdy samochodem, i wtedy często zdarza mi się myśleć, o czym innym czy nawet planować, co będę robił w pracy. Jak wtedy usłyszeć głos Boga? Przez to, czego doświadczyłem podczas Namiotu Spotkania zrozumiałem, że to nie Bóg potrzebuje ciszy, aby do mnie mówić, to ja jej potrzebuje, aby Go słyszeć. I czy Mojżesz nie miał racji, kiedy wziął swój namiot poza obóz, aby choć na jakiś czas odciąć się od spraw bieżących i usłyszeć, co Bóg chce mu powiedzieć.

Podczas moich rozważań w sposób szczególny obecny był św. Piotr Apostoł. To osoba, która zawsze była mi bliska, a podczas tych rekolekcji jeszcze bardziej, zwłaszcza w kontekście swojego powołania. Tak wiele cech wspólnych ze św. Piotrem odnalazłem. Podobnie jak on nie do końca rozumiem to, co Bóg zamierza dla mnie, a jak nie rozumiem to próbuje pewne rzeczy robić po swojemu, zamiast ufać Panu. Potrafię przejść trzy kroki po jeziorze, a przy czwartym wpaść do wody i krzyczeć ratuj Panie, a Jezus cierpliwie mnie ratuje Denerwuje się, gdy Jezus pyta mnie trzykrotnie czy miłuję Go, choć przy trzecim powtórzeniu pytania coś zaczynam już rozumieć. Docierają wtedy do mnie słowa, że „beze Mnie, nic nie możecie uczynić” (J 15,5) i „wystarczy ci Mojej łaski” (2 Kor 12,9). W uszach dźwięczą mi słowa, które przecież wielokrotnie słyszałem, że Pan Bóg nie powołuje uzdolnionych, a uzdalnia powołanych, ale jakby nabierają teraz mocy i treści. Zastanawiałem się także, czy jak Piotr będę potrafił nie zgorszyć się własnym grzechem i słabością i iść naprzód, aby realizować swoje powołanie? Wystarczy mi Twojej Łaski, chcę trwać w Tobie - to moja odpowiedź. Chcę, jak pisał Piotr, starać się jeszcze bardziej umacniać swoje powołanie, bo czyniąc to nie upadnę nigdy (por. 2P1,10). Te słowa, które usłyszałem i rozważałem cały czas we mnie trwają i mam nadzieję przyniosą owoc obfity.

Niezwykłym momentem podczas rekolekcji była wspólna małżeńska adoracja przed Najświętszym Sakramentem. W kaplicy Chrystus i my, niesamowita jedność małżeńska w jedności z Chrystusem. Doświadczyłem tej jedności, wszyscy byliśmy jedno, a czas jakby nie istniał. 20 minut, które trwało dosłownie jakby 3 minuty - kiedy przyszło kolejne małżeństwo na adorację, najpierw pomyślałem, że pomylili godziny, a że plan adoracji miał 10 minut opóźnienia, byłem więcej niż przekonany, że na pewno nie uwzględnili tego i są za wcześnie. Spojrzałem na zegarek, czas się zgadzał, to moja żona i ja przez te 20 minut byliśmy poza czasem, tylko z Jezusem.

Muszę też wspomnieć, że pod wpływem rekolekcji zmieniło się moje postrzeganie roli pary animatorskiej, którą jesteśmy od czerwca 2019. Zastanawiałem się, czy powinniśmy przeżywać rekolekcje ORAR II przed rozpoczęciem posługi czy w jej połowie, jak to miało miejsce. Logicznym wydawało mi się, że raczej to pierwsze rozwiązanie jest bardziej właściwe. Szybko jednak przyszła refleksja, że najlepszą sytuacją jest ta, w której się znajduję. Gdybym przyjechał przed rozpoczęciem, to ze względu na brak doświadczenia mógłbym z rezerwą przyjmować część informacji, która była przekazywana na rekolekcjach, a tak miałem zupełnie inną perspektywę z pozycji własnych doświadczeń, a także i popełnianych błędów czy niedopatrzeń. Niezwykle cenne były dla mnie konferencje tematyczne, na których prowadzące pary przekazywały nie tylko wiedzę teoretyczną, ale także dzieliły się swoimi doświadczeniami. Tutaj muszę przyznać, że zmieniło się moje postrzeganie roli pary animatorskiej. Dotychczas myślałem, że powinniśmy pełnić rolę organizująco-koordynującą, a podczas rekolekcji zrozumiałem, że jesteśmy odpowiedzialni za pary w naszym kręgu, za ich rozwój, za to, by jak najlepiej przekazywać charyzmat Domowego Kościoła i aby pilnować oraz zachęcać do realizacji zobowiązań, które systematycznie wypełniane przynoszą konkretne, piękne owoce, czego sami zaczynamy powoli doświadczać. Wspólnie z żoną wywozimy z rekolekcji wiele inspiracji i pomysłów, które chcemy wdrożyć i co ważne, zostaliśmy umocnieni Duchem Świętym i czujemy ogromny zapał do działania. Bogu niech będą dzięki!

Robert – mąż Agnieszki
-----

Z rekolekcji ORAR II wyjechałam z hasłem: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9) oraz głęboką wiarą, że Pan Bóg powołał mnie do zadania bycia animatorem i że uzdolni mnie w obszarach, w których nie domagam. Wróciłam do domu ze spokojem i ufnością oraz pragnieniem podążania drogą świętości z moim mężem. Zrozumiałam, jak ważna jest miłość i pokora w pełnieniu posługi animatora oraz, że człowiek pokorny wie, iż jest nieustannie obdarowywany. Zrodziła się we mnie głęboka wiara w Bożą pomoc.

Ciekawym odkryciem dla mnie było, że każde małżeństwo codziennie jest animatorem swojej własnej rodziny. Poprzez pracę animatora rodziny, jaką wykonujemy każdego dnia mamy szansę lepiej wzrastać na drodze duchowości małżeńskiej. Taki sposób postrzegania wspomnianej posługi bardzo do mnie przemówił i stał się impulsem do podejmowania większego wysiłku każdego dnia do rozwoju naszej rodziny.

Podczas rekolekcji zafascynowały mnie postawy innych małżeństw, które trwają na drodze DK od wielu lat. Było w nich coś nie do opisania - autentyczność pomiędzy światłem Bożym, a ich życiem. Poznałam małżeństwa, które podążają drogą świętości i zapragnęłam jeszcze bardziej tego samego dla naszego kręgu.

Pomimo że rekolekcje trwały krótko i nie sposób było wszystkich uczestników poznać, to dziękuję Bogu za każdego z nich, za ich obecność, wspólną modlitwę i pracę, którą dla nas wykonali. Wyraźnie doświadczyłam tego, że Bóg mówi do nas przez ludzi.

Agnieszka – żona Roberta
-----

W czasie ferii 2020 przeżywaliśmy ORAR II w Wadowicach. Wyjeżdżaliśmy na niego jako pierwsi animatorzy w kręgu (po pilotażu). Dzięki temu, że Pan Bóg, pomimo różnych przeciwności związanych z chorobami naszych dzieci, pozwolił nam uczestniczyć w tych rekolekcjach, mogliśmy na nowo odkryć radość z powołania do bycia animatorem. Zobaczyć pełniej dzieło DK. Dzielenie się doświadczeniem z innymi, pomogło zobaczyć wiele spraw w szerszej perspektywie. Bardzo umacniające dla mnie (Basi) były słowa z jednej z konferencji, że “Pan Bóg nie powołuje uzdolnionych, ale uzdalnia powołanych”. Otworzyły mi one oczy i serce na łaskę, jakiej doświadczamy mogąc pełnić tę posługę. Odkryciem tego czasu była też informacja, że przede wszystkim jesteśmy animatorami swoich rodzin (zarówno dla dzieci jak i siebie nawzajem). To takie wspaniałe i piękne, jak wiele od nas zależy i na jak wiele spraw mamy wpływ w naszym życiu rodzinnym. Jak bardzo Bóg nam ufa, powierzając nam dzieci i mężów/żony byśmy się nawzajem ożywiali i pomagali sobie w drodze do zbawienia. Dzięki „małżeńskiej” adoracji mogliśmy doświadczyć radości z przebywania z Nim twarzą w twarz, tylko we troje, co umocniło nas jako małżeństwo. Wyjeżdżamy z rekolekcji umocnieni i z radością w sercach oraz poczuciem, że Bóg jest naszym Bogiem i czuwa nad naszą posługą bycia animatorami.

Basia i Adam
-----

Świadectwa, ORAR I Bystra Podhalańska, 8-14.02.2020, moderator - ks. Tomasz Moch, para prowadząca - Elżbieta i Cezary Konertowie

Przyjechaliśmy trochę spóźnieni i trochę zmęczeni
drogą daleką ze znakiem zapytania.
Wyjeżdżamy nakarmieni Słowem Bożym,
napełnieni Duchem,
radością poznania braci i samych siebie.
Jest nas tyle samo,
co na początku, a jakby
trochę więcej.

Jola i Andrzej Prokop (diec. kielecka)
-----

Chrystus Sługa. Służba. Nowy Człowiek. Wolność. Odpowiedzialność. Miłość. Słowa te tak ogólne i jednocześnie precyzyjne najlepiej opisują rzeczywistość tych kilku dni na ORAR I. Bogactwo treści, bogactwo liturgii, bogactwo symboliki, bogactwo ośrodka, bogactwo osób. Te wszystkie czynniki składają się – niczym mozaika – w jedną spójną całość po brzegi wypełnioną Chrystusem. Czas Słowa, czas łaski, czas miłosierdzia i czas przemiany. Po ludzku to tylko kilka dni, ale dla mojego serca i duszy lata świetlne. 
Jezus dotykał mnie na wiele sposobów. Duch Święty przychodził w licznych powiewach. Bóg Ojciec przytulał z czułością, a Maryja przyglądała się z matczyną wyrozumiałością. 
Jezus żyje. Duch Święty działa. Bóg Ojciec jest szczęśliwy, jest pełnią Szczęścia. Niepokalana Matka Kościoła czuwa i troszczy się o to niezwykłe dziełko DK i każdą osobę, która się w nią zaangażuje.

Chwała Panu!

Anna i Bartek Tabędzcy (diec. warszawska)
-----

Świadectwa, OR II Gosławice, 3-19.08.2019, moderator - ks. Piotr Wierzbicki, para prowadząca - Teresa i Jakub Tworzydłowie

Sobotni poranek z kawą na tarasie, a tu myśl, żeby szybko zapisać i nie uronić tego, co pozwoliło naszemu małżeństwu wyjść z naszej niewoli ku ziemi obiecanej. Byliśmy uczestnikami rekolekcji, bo dobry Bóg o nas zawalczył. W lutym byliśmy tylko na liście rezerwowej. W marcu, gdy wracałam samochodem z pracy, nie działały światła na skrzyżowaniu. Poganiana przez inne pojazdy wyjechałam, dogonił mnie tir i zmiażdżył tył samochodu. Za moimi plecami pękło krzesło kierowcy, ale ocalał mój kręgosłup. Pas mnie przytrzymał i nie uderzyłam w szybę. Na dodatek spadły mi buty, które szybko założyłam i wtedy dotarło do mnie, że żyję, bo dobry Bóg mnie przytulił i dodatkowo obdarował pokojem.

Mieliśmy zamiar zrezygnować z rekolekcji, ale zawitali do nas Tereska z Kubą i oświadczyli, że nie może nas na tych rekolekcjach zabraknąć. Zalazły się środki na sfinansowanie naszego wyjazdu. Bóg znów o nas zawalczył przez dobrych ludzi i mimo wielu przeszkód doprowadził nas do celu.

“Takich rekolekcji nie przeżyliśmy jeszcze nigdy.... “ - to zdanie padło z ust wielu małżonków. Nasz exodus z udziałem ks. Piotra, kleryków Kacpra i Mateusza pod patronatem Tereski i Jakuba przeżyliśmy bardzo mocno. Pan Bóg otworzył nasze oczy, uszy i serce na pierwszej adoracji Najświętszego Sakramentu. Oboje z mężem uznaliśmy to za łaskę, że razem poczuliśmy tę moc by ruszyć w drogę ku wolności.

Zapewne pustynia życia będzie nasze małżeństwo niejednokrotnie osłabić, ogłuszać i sypać piaskiem w oczy, ale dostaliśmy światło Ducha Świętego, który nas poprowadzi. Z dużą mocą przyszedł do nas Pan w darze Eucharystii. Zrozumieliśmy, że to kawałek nieba, który możemy pokosztować już tu na ziemi, jeśli tylko staniemy w pokorze patrząc na “łamanie chleba”- które jest odbiciem łamania naszej niewoli grzechu. I na “ krew Chrystusa”, która jest łaską przebaczenia. Bogu niech będą dzięki za ks. Piotra, który nam oczy otworzył, bo nasza oazowa wspólnota tak uczyła się Eucharystię przeżywać-celebrować, jak on sam to czynił.

Niezapomniane unoszenie się do nieba przeżyliśmy na modlitwie uwielbienia. Nosiliśmy w sobie tęsknotę, by uwielbiać Boga w drugim człowieku, we wschodzie i zachodzie słońca, górach, potokach i wodospadach, bo tym wszystkim Bóg nas obdarował za darmo, czekając tylko na naszą miłość. Słowo Boże i pieśni intonowane przez Marcina i Basię otwierały nasze serca na obecność Boga. Zaświadczył o tym kleryk Kacper. Jak wielką moc ma modlitwa wspólnoty ludzi. Otrzymał on wizję naszego wspólnego przejścia przez Morze Czerwone, które Bóg otwiera wsłuchując się w nasze wołanie, bo miłuje każdego człowieka.

Nie da się pominąć nauki o miłości płynącej z serca i życia małżeńskiego Teresy i Jakuba. Przekazali nam, że fundamentem małżeństwa trwającego w Bogu jest miłość oparta na pokorze ubóstwie i zależności. Jak w to nie uwierzyć patrząc na ich rodzinę - żywe świadectwo miłości w codzienności, jaką okazywały ich dzieci (posługujące w diakonii wychowawczej) sobie nawzajem i rodzicom. Czuliśmy, że są rodziną która pozwala, by Bóg ich prowadził.

Miłe dla nas było spotkanie po latach z o. Ksawerym Knotzem i słowo o ważności więzi małżonków.
Każde spotkanie w kręgu pod skrzydłami Asi i Marka zapamiętamy jako uparte dążenie do tego, byśmy chcieli zaczerpnąć wody życia i wyjść do “ziemi obiecanej”. Nieoceniona praca kleryków Mateusza i Kacpra odkrywała przed nami znaki i symbole zawarte w celebrowaniu Eucharystii. Janek, animator teologiczny, nadawał kierunek naszej ucieczki z egipskiej niewoli. Dużą radość i wewnętrzny pokój dała nam myśl o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Nosiliśmy w sobie ciężar odpowiedzialności za młodego chłopca, który będzie wkraczał w dorosłe życie i czeka go wiele pokus. Oboje z mężem pomyśleliśmy, że podjęcie się zobowiązania KWC da nam samym wolność i tak się stało. Poczuliśmy jak dobry Bóg wziął na siebie ten ciężar odpowiedzialności i wyprowadził nas z niewoli. Znów o nas zawalczył i dał “widzialny znak niewidzialnej łaski”. Bogu niech będą dzięki za wszystko i Wszystkich.

Iwona, żona Artura
-----

Moje świadectwo nie może obyć się bez zwrócenia uwagi na rolę pary prowadzącej. Tereska i Jakub Tworzydło otoczyli naszą wspólnotę szczególną troską. Bombardowali nas mailami, które miały pomóc nam przygotować się pod względem duchowym, a także dzielili się z nami radościami i kłopotami związanymi z organizacją rekolekcji. Przez to właśnie czułem się otoczony opieką tak, jak w kochającej się rodzinie.

Sam temat był dla mnie szczególnie ważny ponieważ ukazywał poprzez historię Izraela (niewolę egipską), moją własną niewolę, którą były moje grzechy. Miałem pretensje do siebie, że mimo spowiedzi wciąż powracam do tych samych grzechów. Chciałem się pozbyć odpowiedzialności, zwalając wszystko na Pana Boga.

Na rekolekcjach zjawiłem się bez spowiedzi mimo tego, że planowaliśmy zatrzymać się w Częstochowie, gdzie chciałem pomodlić się do Matki Bożej o owoce tych rekolekcji i przystąpić do sakramentu pokuty. Nie dane było mi tego uczynić, ponieważ zabłądziłem w Częstochowie (w której bylem wiele razy), staliśmy w długich korkach. Wtedy wydawało mi się, że Pan Bóg chciał mi pokazać, jak nieważne są moje plany wobec Jego zamysłów. Dopiero później, kiedy nastąpiła we mnie duchowa przemiana zrozumiałem, że było mi to potrzebne po to, bym poczuł mocniej swój grzech. Byłem wściekły na siebie, że nie zdążyłem się wyspowiadać wcześniej. Na rozpoczęcie rekolekcji, oczywiście, dojechaliśmy z opóźnieniem, co dopełniło czary goryczy. Przyszedł dzień adoracji Najświętszego Sakramentu, a ja niepogodzony z Bogiem, chcę krzyczeć i wrzeszczeć. A tu cisza i Chrystus w Najświętszym Sakramencie na ołtarzu, patrzę na niego, zamykam oczy i nagle słyszę: “NIE LĘKAJ SIĘ, JA JESTEM.” Chryste, zmiłuj się! Przyszedł do mnie w ciszy. Nie w krzyku. Nie na moich zasadach. Jezus pokazał mi, że o mnie walczy ze mną samym, abym przejrzał i zobaczył drogę ocalenia w Nim. Hurra! Nareszcie mogę się modlić!

Drugim doświadczeniem była komunia udzielana pod dwoma postaciami. Ks. Piotr udzielał jej z niebywałą czcią. Połamany i podniesiony opłatek jakby mówił do nas: “Jestem tu dla ciebie, dla każdego z was, indywidualnie. Dałem się tak połamać, ponieważ kocham was miłością wieczną i nieskończoną”. Podnosząc kielich z Najświętszą Krwią stajemy się jego wybranym ludem, odkupionym przez Jego krew dla życia wiecznego. Widać było Jego prawdziwą obecność wśród nas.

Wieczór uwielbienia, który prowadził ks. Piotr razem z klerykami Kacprem i Mateuszem z udziałem Macieja (gitara), Basi (śpiew) i Justyny (skrzypce), wprawił nas w nastrój uniesienia i szczęścia płynącego z wiary, że jest z nami Chrystus Pan, nasz Zbawiciel. Dzięki Ci, Panie Boże za te piękne, młode małżeństwa, które Ty obdarzyłeś licznymi dziećmi. Tak ich tutaj wiele. Pobłogosław im i tym dzieciom . Niech rosną na chwałę Tobie i naszej Ojczyzny. Chwała Panu!

Artur, mąż Iwony
-----

Umocnieni doświadczeniem udziału w rekolekcjach Oazy Rodzin II stopnia w Gosławicach, chcemy dać świadectwo łask, którymi Pan Bóg nas obdarował.

Przed wyjazdem na turnus mieliśmy sporo obaw, czy uda nam się dobrze wykorzystać ten czas. Czuliśmy się przytłoczeni trudami codzienności. Tematyka rekolekcji, oparta o wydarzenia spisane w Księdze Wyjścia, mocno do nas przemawiała. Chcieliśmy, by Pan Bóg wywiódł nas z niewoli naszych zmartwień i słabości, by towarzyszył nam i był blisko, tak jak to czynił z Narodem Wybranym. Nie zawiedliśmy się. Już w trakcie kilku pierwszych dni otrzymaliśmy światło, co do spraw będących naszą szczególną troską. W czasie rekolekcji uświadomiliśmy sobie, że wielki i potężny Bóg Izraela, Ten, który czynił ogromne cuda wobec swego ludu, to ten sam Bóg, w którego wierzymy. Bóg, który także w naszym życiu chce robić wielkie rzeczy.

Przeżyliśmy jeszcze silniejszy zachwyt liturgią. Otrzymaliśmy łaskę dobrego dialogu małżeńskiego, który zaowocował pragnieniem zadbania o naszą relację małżeńską. Po raz kolejny doświadczyliśmy tego, jakim błogosławieństwem jest dla nas wspólnota. Świadectwo życia innych rodzin to dla nas ogromna inspiracja, a posługa księdza i kleryków sprawiła, że dostrzegliśmy piękno sakramentu kapłaństwa.

Podczas pobytu w Gosławicach padło wiele słów wartych zapamiętania. Jedne z nich mówiły o tym, że rekolekcje nie są czasem szczególnej bliskości Pana Boga (bo On jest blisko zawsze), a czasem szczególnych warunków, które pozwalają tej bliskości doświadczać. Modlitwa małżeńska i rodzinna, Namiot Spotkania, lektura Pisma Świętego, sakramenty – to narzędzia, które sprawiają, że możemy być blisko Boga w codzienności. Za to wszystko, czym Bóg nas obdarzył podczas tych rekolekcji – chwała Panu.

Martyna i Kuba
-----

Rekolekcje II stopnia w Gosławicach były dla nas prawdziwym przejściem z pustyni codziennych dni do orzeźwiającej oazy czuwania i modlitwy oraz przygotowaniem do dalszej pustynnej drogi. Wędrówka ludu wybranego do Ziemi Obiecanej, która była wiodącym tłem rekolekcyjnych rozważań, była dla nas punktem odniesienia i okazją do zweryfikowania własnych postaw, przyzwyczajeń, słabości, uzależnień i wewnętrznych zniewoleń. Dzięki tym rekolekcjom uświadomiliśmy sobie po raz kolejny, że Bóg z miłością i cierpliwością prowadzi nas przez życie. Ożywiający wpływ słów Boga, usłyszanych na rekolekcjach, daje nadzieję na długotrwałe rekolekcyjne owoce. Jednocześnie pojawiała się świadomość, że „proroctwa” są często ogólnikowe, a Bóg je realizuje z dużą swobodą, dlatego osobiste podążanie za Nim przez pustynię życia wymaga ustawicznego chodzenia w Jego obecności i tęsknoty za pełnią. Po rekolekcjach dodaliśmy do naszej małżeńskiej modlitwy czytanie Słowa Bożego z dnia, aby wspólnie rozpoznawać nasze dalsze powołanie.

Irena i Marek Grochowscy
-----

Świadectwa OR I Dębowiec, 16.07-1.08.2019, moderator - ks. Andrzej Persidok, para prowadząca - Hanna i Adam Miecznikowscy

Rekolekcje OR I w Dębowcu były dla nas zupełnie nowym doświadczeniem w życiu. Na ten ponad 2 tygodniowy wyjazd pojechaliśmy naszą całą rodziną, a więc z synami Kornelem i Tymonem. Sama decyzja o wyjeździe nie była łatwa, a podejmowaliśmy ją na pół roku przed rekolekcjami będąc w trakcie 1 roku naszej pracy kręgu DK.

Słowem wstępu, jesteśmy małżeństwem sakramentalnym od 5 lat. Nasi synowie mają 8 i 9, a znamy się od 10 lat. Znaliśmy się bardzo krótko, gdy pojawiło się pierwsze dziecko. W czasie ciąży zdecydowaliśmy się na ślub cywilny. Następnie zanim zaczęliśmy myśleć o ślubie kościelnym pojawił się na świecie nasz drugi syn. Tym sposobem minęło aż 5 lat zanim zdecydowaliśmy się na ślub kościelny. I była to najlepsza decyzja jaką podjęliśmy. Wtedy wszystko się zmieniło. Sporadyczne obecności w kościele zamieniliśmy na cotygodniową mszę. Po jednej z nich, ksiądz proboszcz zapytał, czy chcielibyśmy dołączyć do Domowego Kościoła. Julia chętniej, ja bardziej sceptycznie podjąłem temat. Moje stereotypowe myślenie o ludziach należących do tego typu wspólnot (o których nie miałem pojęcia) sprawiało, że niechętnie, aczkolwiek za namową żony wybrałem się na spotkanie. Pierwsze spotkanie z parami z naszego kręgu oraz parą prowadzącą sprawiło, że spróbowaliśmy i przystąpiliśmy do Domowego Kościoła a każde nasze spotkanie burzyło moje błędne myślenie o wspólnocie i ludziach w niej będących. To wszystko sprawiło, że od pary żyjącej z dnia na dzień bez większych planów staliśmy się małżeństwem i rodziną, która chce poznawać Boga i kierować się Jego słowem. Mimo to rekolekcje nie były mocnym punktem w naszym rozwoju duchowym i ciężko było nam podjąć wspólnie to zobowiązanie.

O rekolekcjach słyszeliśmy oczywiście dużo dobrego od wielu znajomych a także naszej pary prowadzącej, która OR I miała już za sobą. Mimo to pojawiało się sporo kontrargumentów i obaw związanych z wyjazdem. Są to bowiem 2 tygodnie, wydany pewien budżet, warunki bywają różne, a czas i plan zajęć na rekolekcjach nie kojarzył nam się z wypoczynkiem i relaksem. Taki wyjazd był zdecydowanie poza naszą strefą komfortu i w żadnym wypadku nie utożsamialiśmy go z jakimkolwiek rodzajem wypoczynku.

Jednak Duch Święty zadziałał i teraz. Jakimś cudem podjęliśmy decyzję, że chcemy pojechać na rekolekcje. Na kilka tygodni przed wyjazdem okazało się, że nasz krąg wybrał nas na animatorów w kolejnym roku. To tym bardziej umocniło nas w słuszności podjętej decyzji o rekolekcjach.

Dzień przyjazdu był niezwykły. Ciepłe przyjęcie przez animatorów, księży a także pozostałe rodziny, gdzie każdy okazywał chęć pomocy w słowie i czynie. Kolejny dzień jednak przyniósł wiele pytań i potwierdził nasze wcześniejsze obawy. Intensywny plan dnia, częsta obecność w kaplicy, spotkania w kręgach, nauka życia, modlitwy – to wszystko nas mocno przerosło a w perspektywie mieliśmy jeszcze 14 takich dni.

Kolejny dzień nie był lżejszy. Jednak w jego połowie chcąc usłyszeć od naszych dzieci jedynie potwierdzenie naszych obaw zapytaliśmy ich jak się bawią i czy im się podoba. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu powiedzieli, że jest super, że ciocia i wujek z diakonii wychowawczej są rewelacyjni i że to najlepsze ich wakacje. To był dla nas „szach mat” a zarazem impuls, żeby powiedzieć sobie – OK damy radę chociaż jeszcze jeden, dwa dni.

Trzeciego dnia nastąpił przełom i dzień mimo tego samego rozkładu jazdy upłynął bardzo szybko i pozytywnie, a treści omawiane na poszczególnych spotkaniach trafiały do nas ze zdwojoną siłą. Ku naszemu zaskoczeniu nagle rekolekcje stały się czymś pozytywnie angażującym.

Każdy dzień przynosił nam coś nowego. Jutrznia dodawała energii na cały dzień, szkoła życia zbliżała do ludzi i wiary, spotkania kręgów ubogacały, a Namiot Spotkania i wieczorna adoracja stawały się czasem, na który się czeka z utęsknieniem. Uczyliśmy się i doświadczaliśmy nowych rzeczy, począwszy od pełnienia dyżuru liturgicznego, przeprowadzenie dialogu małżeńskiego, aż po możliwość dania swojego świadectwa na spotkaniu oaz. To wszystko było poza naszym wyobrażeniem przed rekolekcjami, a w czasie nich stało się czymś wspaniałym i ubogacającym. Niesamowitym przeżyciem było odnowieniu sakramentu małżeństwa, modlitwa wszystkich par w naszych intencjach, a także poruszany temat Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Wiele tematów i obszarów pozostawiło w nas swój ślad, który chcemy zgłębiać również po rekolekcjach.

Zakończenie rekolekcji było czasem trudnym. Te 15 dni sprawiły, że ciężko nam było sobie wyobrazić powrót do rzeczywistości. Całą rodziną jesteśmy wdzięczni za ten czas, za opiekę animatorów, księży, kleryków i wszystkich zaangażowanych w ich organizację. Napełnieni Duchem Świętym wróciliśmy do domu, do pracy i już nie możemy się doczekać kolejnych wspólnych rekolekcji.

Chwała Panu!

Julia i Kamil Mazuruk
-----

Jesteśmy wdzięczni Panu Bogu za przeżycie naszych pierwszych rodzinnych rekolekcji. To doświadczenie było dla nas jednocześnie bardzo trudne i bardzo piękne. Trudne, ponieważ naszej dwuletniej córce – a przez to również i nam – ciężko było udźwignąć tak napięty codzienny harmonogram. Piękne, ponieważ mimo dużego wysiłku fizycznego, nasze dusze otwierały się na działanie Pana Boga.

Jednym z cudów tego „otwierania” było to, jak Duch Święty poprowadził nas do wspólnego przystąpienia (na razie jako kandydaci) do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Na początku w ogóle nie myśleliśmy, że takie zobowiązanie podejmiemy. W miarę upływu czasu ta sytuacja zaczęła się zmieniać i dotknął nas standardowy przypadek jednomyślności małżeńskiej „jedno chce, to nie chce drugie”. Potem „nie chce drugie” zamieniło się na „jedno teraz, drugie od nowego roku (bo tyle tego jeszcze mamy w szafce)” aż w końcu, tuż przed dzwonkiem, czyli podczas Godziny odpowiedzialności i misji, miał miejsce następujący przypadek. Ania, wracając do samochodu po „bardzo ważne” zabawki, modliła się w duchu: Jezu, szczerze pragnę przystąpić do KWC. Jeśli sprawisz, że Łukasz się zdecyduje, to przystąpimy razem. Bez niego nie przystępuję. W tym czasie w kościele do Łukasza podszedł kilkuletni chłopiec i zapytał: Wujku, a Ty którą opcję zadeklarowałeś? Łukasz zaczął tłumaczyć opcję od nowego roku, jednak mały człowiek nie rozumiał. Po kilku nieskutecznych próbach pomyślał - Skoro nie umiem wytłumaczyć tego dziecku, to znaczy, że nie mam dobrej wymówki i nie ma co odwlekać - powinienem przystąpić do Krucjaty już teraz. I tak razem złożyliśmy nasze deklaracje na ołtarzu. Dzięki temu mogliśmy dać świadectwo młodzieży zgromadzonej podczas Dnia Wspólnoty.

Mamy w sercach konkretne uzależnione osoby, za które podjęliśmy to zobowiązanie, jednak tak naprawdę w tej decyzji chodzi również o nasze wyzwolenie – wyzwolenie do dawania świadectwa. O ile bowiem samo niepicie alkoholu nie będzie dla nas właściwie żadną trudnością (stan wspomnianej już wcześniej szafki nie zmienia się właściwie od kilku lat) o tyle dawanie świadectwa o motywie abstynencji już w dalszym gronie znajomych będzie prawdziwym wyzwaniem (przynajmniej w przypadku Ani).

Kolejnym cudem rekolekcji było ponowne odkrycie obecności Boga przy nas w Jego słowie. Doceniliśmy wagę, a właściwie łaskę, codziennego Namiotu Spotkania. Zabraliśmy ze sobą mocne pragnienie i postanowienie częstej (codziennej) modlitwy Pismem Świętym.

Takich cudów było jeszcze wiele.

Wreszcie ostatni z nich: przez uczestnictwo w rekolekcjach zyskaliśmy poczucie, że Ruch Światło-Życie jest „nasz”. Wiedzieliśmy już wcześniej, że receptą na nasze wspólne małżeńskie szczęście jest Bóg. Podczas rekolekcji, doświadczając obecności i świadectwa innych małżeństw, utwierdziliśmy się w przekonaniu, że Domowy Kościół daje bardzo dobre wytyczne, co do sposobu zażywania leku z recepty – a są to zobowiązania: dialog małżeński, modlitwa małżeńska, modlitwa osobista, lektura Pisma Świętego. Zobaczyliśmy, że to działa.

I za to chwała Panu!
Ania i Łukasz Mróz
-----

Jesteśmy małżeństwem od 7 lat, a w Domowym Kościele jesteśmy 2 lata. Po rekolekcjach ewangelizacyjnych Domowego Kościoła w zeszłym roku w Ołtarzewie zdecydowaliśmy z mężem, że to jest dobry czas i oboje chcemy jechać na dwutygodniowe rekolekcje wakacyjne. Dla męża to było nie lada wyzwanie, gdyż nigdy nie brał udziału w tak długich rekolekcjach. Ja miałam pozytywne doświadczenie z oaz wakacyjnych młodzieżowych.

Na rekolekcje przyjechaliśmy z pewnymi pytaniami, wątpliwościami, na które chcieliśmy znaleźć odpowiedź. Już tuż po przyjeździe doświadczyliśmy Bożej obecności, kiedy na naszych drzwiach zobaczyliśmy cytat: "Powierz Panu swe dzieło, a spełnią się twoje zamiary" (Prz 16,3). Zakręciła się łezka w oku i pomyśleliśmy, że On tutaj blisko jest.

Najważniejszym i głównym momentem dla nas na rekolekcjach DK było przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Jezusa zawsze traktowaliśmy jak Ojca lub przyjaciela, do którego można przyjść, wyżalić się, porozmawiać, pokłócić się. Był zawsze kimś, kto zrozumie, pocieszy, doradzi, można Mu zaufać. Przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela sprawiło, że Jezus zaczął w różnych momentach dnia dotykać w nas różnych wrażliwych punktów, udzielać wskazówek, zwracać uwagę na to, co dobre, ale i co wymaga naprawy. Głównie poprzez swoje słowo, czy to podczas Jutrzni, czy to podczas osobistego spotkania z Nim w Namiocie Spotkania, albo na mszy św. podczas Liturgii Słowa albo w czasie wolnym również przez ludzi. On zawsze był i dawał znaki, że kocha i chce nam pomóc. Pewnego dnia podczas Namiotu Spotkania w pełni dotarło do mnie, co to znaczy Jezus Pan i Zbawiciel. Uderzyły mnie i poruszyły dogłębnie Jego słowa: "bo Ja wyświadczam łaskę, komu chcę i miłosierdzie, komu Mi się podoba" (Wj 33, 19). Czułam, że Jezus oczekuje ode mnie, abym zmieniła swoje trochę roszczeniowe nastawienie do Niego i przestała Go traktować jak kolegę, ale jako Pana, którego darzy się szacunkiem i respektem i to On przede wszystkim decyduje, co i kiedy ma się wydarzyć, a nie ja. To było wydarzenie skłoniło mnie do bycia bardziej pokorną.

Dla mojego męża z kolei przełomowym momentem na rekolekcjach był sakrament pojednania. Po spowiedzi pełen żalu i skruchy, kiedy dziękował za odpuszczenie grzechów, poprosił o słowo i otworzył Pismo św. na fragmencie: "Grzesznicy nawróćcie się, w sercu wspomnijcie rzeczy minione sprzed wieków. Tak, Ja jestem Bogiem i nie ma innego, Bogiem i nie ma takiego jak Ja" (Iz 46, 8-10). Zrozumiał, że Pan chce, aby pracował nad swoim grzechem, który często się powtarza. Grzech, który zniewala nie kończy się na sakramencie pokuty i wyznaniu go, ale wymaga dalszej pracy i Pan wzywa do podjęcia konkretnych kroków, które pomogą się wyzwolić.

Następnym wspólnym mocnym przeżyciem na rekolekcjach było podpisanie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Przed podpisaniem krucjaty na czas nieokreślony pytałam się Jezusa, czy mam podpisać, czy to coś zmieni w tej konkretnej osobie. Przyszedł i tym razem z odpowiedzią w tych słowach: "Złóż ofiarę (...) i hojną obiatę, na jaką cię tylko stać" (Syr 38, 11) na adoracji w czasie wolnym, podczas jednej z wycieczek. Bardzo często, gdy w czasie wolnym wstępowaliśmy do zabytkowych kościołów była adoracja. To był taki znak bliskości Boga. Ja podpisałam krucjatę członkowską w intencji pewnej znanej mi osoby zniewolonej nałogiem innym niż alkoholizm. Mąż wsparł mnie i podpisał również krucjatę na rok w pewnej intencji. Dzień przed podpisaniem krucjaty, obchodziliśmy swoją rocznicę ślubu i chcieliśmy to uczcić, jak co roku, lampką wina. Teoretycznie to był ostatni dzień kiedy mogliśmy jeszcze napić się wina. Jednak na Namiocie Spotkania uderzyły mnie słowa: "Nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełnijcie się Duchem" (Ef 5, 18). Czułam, że Bóg oczekuje już od tego momentu ode mnie wstrzemięźliwości, że osoba, za którą podpisałam już teraz potrzebuje modlitwy i ofiary. Także i to polecenie wykonałam pokornie.

Za czas i ludzi, których tam spotkaliśmy, za Boże słowa , które usłyszeliśmy i które były odpowiedzią na wszystkie nasze pytania i wątpliwości. Chwała Panu!

Urszula i Maciej Dębscy
-----

Świadectwa, RT Namiot Spotkania, Laskowice Pomorskie, 11-17.08.2019, moderator - ks. Piotr Kucharczyk, para prowadząca - Elżbieta i Grzegorz Kolasińscy


W lekkim powiewie przychodzisz do mnie, Panie… I rzeczywiście Pan przychodził w ciszy, w całkowitej harmonii i mocno odczuwalnym pokoju w sercu. Miejsce rekolekcji, położone z dala od zgiełku (nie licząc miarowego stuku pociągów), tylko mogło pomóc utrzymać ten stan, który sprzyjał temu, aby stanąć w prawdzie, usłyszeć głos sumienia i Słowo Pana. To również czas spędzony w bliskości Najświętszego Sakramentu. Nie wiem, jak to możliwe, ale miałam poczucie bycia w bezczasie lub czułam, że czas płynie bardzo wolno, a każdą minutę przeżywam nadzwyczaj świadomie. Pan wielce darzył swoim czasem.

Po raz kolejny Pan utwierdził mnie w przekonaniu, że moje życie jest służbą drugiemu człowiekowi, a dostaję tę szansę, żeby podjąć to zadanie w określonym czasie. Tylko czy chcę być gotowa na to posłanie? Umocnił mnie w postanowieniu, że choć wiele wyzwań przekracza moje możliwości i czyha na mnie wiele zniechęceń, to mam trwać w imię Pana, gdyż wzmocni mnie w wymiarze wierności podjętej misji.

Pan w nieoczekiwany sposób doprowadził do mojego spotkania z ludźmi, którzy będą mi towarzyszyć w zupełnie innym miejscu i czasie. W tak niesamowitym czasie dał mi okazję zbudować nić porozumienia i obdarzyć te osoby zaufaniem.

Po przeżytych rekolekcjach w moim sercu jeszcze pewniej brzmią słowa psalmu: Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną…

Ewa
-----


Tegoroczne rekolekcje przeżywaliśmy bardzo osobiście. Pan Bóg chciał abyśmy uczestniczyli w Rekolekcjach Tematycznych DK - Namiot Spotkania.

Już od samego początku musieliśmy ćwiczyć się w cierpliwości, co do tego czy rekolekcje w ogóle się odbędą, czy się na nie zakwalifikujemy? Sytuacja ta dawała nam obraz tego, czy rzeczywiście pragniemy tej szkoły wiary. Przeżyty program rekolekcji, był dla nas odkryciem na nowo, czym jest osobista modlitwa, jaki jest jej cel oraz jak się do niej przygotować, jak ją przeprowadzić. Tkwiło w nas gdzieś przekonania, że modlitwa to obowiązek, że skoro jesteśmy ludźmi wierzącymi to trzeba, to się Bogu należy... Często podchodziliśmy do modlitwy, jako do sposobu uproszenia potrzebnych łask, a zupełnie uciekała nam istota, czym ta rozmowa z Bogiem, naszym Ojcem jest. Czy należycie się do niej przygotowujemy i z kim się podczas niej spotykamy, czy na pewno spotykamy się z Bogiem? To pytania które rozważaliśmy wewnętrznie w czasie tego owocnego czasu.

Szeroko otworzyły się nam oczy, gdy po raz już któryś w życiu usłyszeliśmy, że nasza modlitwa to spotkanie z Bogiem, który jest naszym Przyjacielem. To spotkanie, które przynosi nam radość, do którego się chcemy przygotować, na które tęsknimy. Nie powinniśmy traktować go jako obowiązku. Bóg jako nasz Przyjaciel jest cały dla nas, wystarczy przyjść i oddać mu wszytko co mamy, co nas trapi, co cieszy. Bóg jako nasz Pan, najlepszy przyjaciel potrzebuje od nas uwielbienia, potrzebuje uznania jako Boga, Pana! Otwórzmy się na to, co do nas mówi.

Tematyka rekolekcji miała też wpływ na nasze relacje małżeńskie. Pan pokazywał nam jak należy słuchać małżonka, kim jest współmałżonek na drodze do świętości, jak wiele możemy wspólnie.

Bardzo dziękujemy organizatorom oraz wszystkim uczestnikom rekolekcji za bogate świadectwo życia, za otwartość i życzliwość, której nie brakowało.

Anna i Andrzej

Jesteś tu:

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celach wskazanych w polityce prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki.

Polityka prywatności