Świadectwa, OR I Lubliniec, 20.07-5.08.2021, moderator - ks. Karol Alexandrowicz, para prowadząca - Joanna i Piotr Kucharczykowie

Jesteśmy małżeństwem zaledwie od 17 lat. Mamy 4 dzieci: Hanię, Helenkę, Józia i Tereskę. W Domowym Kościele - 4 lata, na rekolekcjach DK byliśmy po raz pierwszy. Jak to się stało, że przyjechaliśmy na rekolekcjach i jak je przeżyliśmy?

Z zapisem na rekolekcje nie mieliśmy problemów, lubimy jeździć na rekolekcje. Często bywaliśmy na różnych kilkudniowych rekolekcjach, ale nigdy z DK i nigdy na 15-dniowych. Do wyjazdu zachęcali nas także nasi poprzedni animatorzy, mówiąc: ”musicie jechać na rekolekcje”. I pojechaliśmy. Choć 15 dni budziło w nas obawę, czy wytrzymamy, czy nie będziemy chcieli uciekać w trakcie. A tym czasem, już 3 dnia czuliśmy, że smutno nam będzie, gdy rekolekcje się skończą.
Często, gdy ma się dziać jakieś dobro, zło chce być silniejsze. Czas przed wyjazdem na rekolekcje był spokojny, ale już od pierwszego dnia zaczęliśmy chorować. I chorowliśmy prawie cały czas rekolekcji, w różnych konfiguracjach, czasem tylko jedno z nas, czasem dwoje i troje jednocześnie. Ale we wspólnocie nawet chorobę łatwiej się przechodzi!

Przyjechaliśmy na rekolekcje, by się wzmocnić, aby naładować swoje baterie, bo czuliśmy, że słabnie nasza więź z Panem Bogiem, więź małżeńska i więź w naszej rodzinie. I udało się. Ponowne przyjęcia Jezusa jako naszego Pana i Zbawiciela, przypomnienie prawdy, że jeśli Jezus jest na pierwszym miejscu w naszym życiu to wszystko inne jest na właściwym miejscu, że jak oddamy Jezusowi kierownicę naszego życia to na pewno dojedziemy do właściwego celu naszego życia było nam barzdo potrzebne. Każdy dzień spędzony na rekolekcjach był dla nas ogromnym darem, podobnie jak i wszystkie rodziny, które tu spotkaliśmy. Od pierwszej chwili przyjazdu ich życzliwość, pomoc przy noszeniu bagaży, przy posiłkach, pomoc w chorobie, w opiece nad dziećmi była czymś wspaniałym. Czuliśmy, że za pośrednictwem naszych współoazowiczów opiekuje sie nami w każdej chwili Pan Bóg. Świadectwo ich życia, to że mogliśmy patrzeć jak budują swoje relacje w małżeństwie i rodzinie, ich jedność z Chrystusem sprawiała, że są dla nas wzorem.
Rekolekcje są też ogromnym darem dla naszych dzieci, to że mogli spędzać czas, bawić się z rówieśnikami z rodzin zaprzyjaźnionych z Panem Bogiem.

Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być przez 15 dni razem, całą naszą rodziną, przez 24 godziny na dobę, w zdrowiu i chorobie, w doli i niedoli. Te 15 dni to takie duchowe sanatorium dla nas. To najlepszy prezent, jaki Pan Bóg mógł dać naszej rodzinie w tym roku. Wyjechaliśmy z rekolekcji z nową siłą, umocnieni w więzi z Jezusem i ze sobą nawzajem, podążając drogą za Jezusem.

Chwała Panu!
Agnieszka i Marcin Gwardysowie
-----

Iza:
Jadąc na rekolekcje miałam w sercu pytanie - czy Domowy Kościół jest ruchem dla naszego małżeństwa? Byłam otwarta na różne możliwości, gdyż jesteśmy z mężem dopiero na etapie pilotażu. Bardzo szybko okazało się, że nie mogliśmy lepiej trafić! Dzięki rekolekcjom bardzo mocno dotarło do mnie jak wielkie łaski płyną z Sakramentu Małżeństwa. Zainspirowana wspaniałym świadectwem par animatorskich zapragnęłam równie pięknego życia dla nas i dostałam narzędzia do tego, żeby świadomie budować naszą małżeńską relację z Panem Bogiem. Przełomem był dla mnie dialog małżeński, w którym Duch Święty otworzył mnie na nowo na mojego męża. Właściwie z chwili na chwilę przyszła całkiem nowa jakość - Boża jakość! Dialog zaowocował nieplanowaną wcześniej wspólną spowiedzią, która przyniosła jedność i bliskość między nami. Kolejny raz odkryłam, że mam Wielkiego Boga, który przemienia to, czego po ludzku przemienić się nie da. Potrzebuje tylko otwartego serca i czasu.

Łukasz:
Z natury jestem raczej zamknięty i niechętnie dzielę się swoimi przeżyciami, zwłaszcza w większym gronie. Służba przy ołtarzu czy dzielenie się słowem było dla mnie barierą nie do pokonania. Okazało się jednak, że dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego. Podczas tych rekolekcji Jezus dosłownie rozwiązał mi usta! Wszelki lęk, obawy zaczęły ustępować. Pierwszy raz w życiu czytałem czytania na Eucharystii, dzieliłem się słowem Bożym na spotkaniach w grupach. Przed godziną świadectw żona uspokajała mnie, że nie będę musiał nic mówić. Na co z radością odpowiedziałem -"ale ja chcę dać świadectwo!" Tak też się stało i to naprawdę był CUD.

Czas rekolekcji był dla naszego małżeństwa błogosławieństwem i przełomem. Pan Bóg odnowił relację między nami i pokazał jak wspólnie iść w Jego kierunku. Po piętnastu dniach czuliśmy się jak nowożeńcy tyle, że z siedemnastoletnim stażem i czwórką dzieci:)

Za te wszystkie cuda niech nasz Pan będzie uwielbiony!!!

Iza i Łukasz

 

Świadectwa, ORAR I Korbielów, 10-16.07.2021, moderator - ks. Dominik Koperski, para prowadząca - Elżbieta i Cezary Konertowie

Karolina: Na rekolekcjach ORAR I stopnia poznawałam Ruch Światło-Życie w teorii i praktyce. Jestem w ruchu od 25 lat, a to większość mojego życia. W pysze twierdziłam, że wiele już usłyszałam i ile można więcej. Do tej pory jeździliśmy na rekolekcje 15-dniowe, a ORAR czekał na uzupełnienie. Omijaliśmy je nieco, bo ileż można słuchać w ruchu o Ruchu, o Nowym Człowieku, niczym o pomniku z brązu.

Jak się szybko okazało były to moje zaprzeszłe wyobrażenia i schematy myślowe. Spotkałam żywego Boga, który działa w swoim Kościele przez Ruch, przez żywych ludzi. Słuchając wykładów nie tylko dowiadywałam się nowych lub zapomnianych treści i podstaw charyzmatu, ale też o życiu tym charyzmatem. Nikt nie mówił wyuczonej prezentacji, ale dzielił się swoim doświadczeniem, przekuciem Światła na życie. Widziałam i doświadczyłam służby, opieki, szacunku, otwartości na drugiego człowieka. Spotkałam żywego Boga w codziennej Eucharystii, w osobistej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem i wspólnotowej w Jutrzni. Taki jest Bóg, taki jest Kościół, taki jest Ruch.

Wojciech: Mogłem usłyszeć na nowo jak poprowadzić Namiot Spotkania, jak poprowadzić dialog małżeński. Znam te zobowiązania, a tu usłyszałem, jak je zapełnić, jak w nich wytrwać, jak je pięknie przeżywać, jak zbliżać się w nich do mojego Boga.

Karolina i Wojciech Włodarczykowie
-----

Po latach absencji rekolekcyjnej pojechaliśmy na ORAR I stopnia w Korbielowie. To był bardzo dobry czas, aby powrócić do źródeł charyzmatu Ruchu Światło-Życie. Po raz kolejny odkryć charyzmatyczność naszego Założyciela, jego prorocką wizję żywego Kościoła małych wspólnot.

W naszym ponad 20-letnim stażu małżeńskim i formacji w DK nie było tak, że oazowe rekolekcje wakacyjne były dla nas jakoś przełomowe w naszym życiu. Podobnie było z tymi w Korbielowie. Nie było tak, że odwracały porządek naszego życia, wstrząsały nami. Były dla nas natomiast formą wytchnienia, oazą, czerpaniem „Żywej Wody”.
Może to zaskakujące i paradoksalne, ale dla nas zawsze przełomowa była codzienność, która po rekolekcjach następowała. To ona była formą „rekolekcji”, walki, zmagania. Tutaj zawsze czuliśmy, że dokonują się „prawdziwe rekolekcje”, że Bóg do nas mówi. Mocno woła.

Kiedy jesteśmy na rekolekcjach, także na tych w Korbielowie tak było, to mamy poczucie, że jesteśmy w „szklarni”, w cieplarnianych warunkach, wśród „swoich”. I to jest i było dla nas bardzo ważne. Ale, o wiele ważniejsze, zawsze jest i było, aby po rekolekcjach wyjść do tych, którzy nie doświadczyli Bożej miłości i im to głosić. Przepowiadać kerygmat. Kerygmat się nigdy nie przedawnia, nie traci świeżości, nie przestaje być inspirujący. Przeżyty na nowo jest zawsze wstrząsający.

I także po rekolekcjach w Korbielowie mamy takie przekonanie, że mamy wychodzić do świata. Do niewierzących lub odchodzących z Kościoła, z którymi pracujemy, sąsiadujemy, jesteśmy w parafii, jakoś się znamy. To jest nasz owoc rekolekcji w Korbielowie. Rekolekcje to był dla nas Wieczernik. Ale teraz trzeba z niego wyjść do świata. Jak Apostołowie. Tacy jacy jesteśmy. Słabi, poranieni, czasem poróżnieni. Jezus zaradzi naszym słabościom.

Jako owoc naszego wyjazdu chcemy, aby w naszym rejonie, w którym posługujemy jako para rejonowa, odbyły się rekolekcje ewangelizacyjne w parafiach. Ich treścią jest zawsze przepowiadania kerygmatu.

Sługo Boży Księże Franciszku wstawiaj sią za nami.

Kasia i Alek Rzepeccy

Świadectwa, ORAR II Wadowice, 17-23.02.2020, moderator - ks. Paweł Witkowski, para prowadząca - Katarzyna i Marcin Piaseccy

Rekolekcje ORAR II w Wadowicach były dla nas czasem odrodzenia życia duchowego, wyciszenia, odpoczynku. Do udziału w nich namówili nas nasi animatorzy, którzy sami sprawowali posługę w diakonii wychowawczej. Dobra opieka nad naszymi dziećmi, przemyślana organizacja rekolekcji sprawiły, że mieliśmy czas dla Boga, czas dla siebie jako małżonków, ale też czas, by poznać inne małżeństwa i umocnić się ich świadectwem. Temat rekolekcji - przygotowanie do posługi pary animatorskiej - wydawał się nam znany i nie oczekiwaliśmy, że dowiemy się czegoś nowego. Przeżyliśmy te rekolekcje na początku naszej drogi w Ruchu, kilkakrotnie byliśmy animatorami. Jednak konferencje wniosły wiele nowych treści w nasze rozumienie Domowego Kościoła. Uświadomiły nam, że program DK jest pomyślany jako spójna całość. Jeśli wybieramy z formacji tylko to, co nam się podoba lub najbardziej nam w tym momencie odpowiada, nie rozwiniemy się w pełni i zatrzymamy gdzieś w połowie drogi. A nawet będziemy się cofać. Tak właśnie było z nami - przeżyliśmy formację podstawową, pojechaliśmy na kilka rekolekcji tematycznych i... nastąpił kryzys. Rekolekcje w Wadowicach wzbudziły w nas chęć posługiwania i dawania świadectwa. Ostatniego dnia przystąpiliśmy do KWC - z wewnętrznej potrzeby, by konkretnym postem umocnić siebie i innych na drodze wychodzenia ze zniewoleń. Chwała Panu za ten czas!

Basia i Robert
archidiecezja warszawska
-----

Decyzję o wyjeździe na rekolekcje podjęliśmy dosłownie w jednej chwili i w absolutnej jedności małżeńskiej. W momencie, kiedy otrzymaliśmy informację od pary rejonowej o rozpoczęciu zapisów, od razu wiedzieliśmy, że to zaproszenie kierowane jest do nas. Myślę, że w jednym aspekcie nasze motywacje były podobne, jako że zostaliśmy parą animatorską naszego kręgu, oboje z żoną czuliśmy, że potrzeba nam uporządkowania wiedzy na temat Ruchu Światło-Życie, chcieliśmy też posłuchać doświadczeń innych par związanych z prowadzeniem spotkań w kręgu. Oczywiście, nie sposób rekolekcji ograniczyć jedynie do przyswajania czy uzupełnienia wiedzy, to również pragnienie doświadczenia Pana Boga w przestrzeni, gdzie nie trzeba się spieszyć pomiędzy pracą, zakupami i domem, gdzie nie trzeba się martwić, co zrobić na obiad, kolację, gdzie można wyciszyć emocje i sprawy, które na co dzień nas pochłaniają; wystarczy tylko mieć otwarte serce na przyjęcie tego, co Bóg chce do mnie powiedzieć. Z pewnością nie zawsze jest to takie proste, ale z Bożą łaską możliwe. 

W jednej z pierwszych homilii ks. Paweł powiedział, że rekolekcje to wyjątkowy czas, kiedy nie trzeba walczyć o modlitwę, kiedy ta modlitwa jest już zaplanowana w rytmie dnia, wystarczy tylko pójść do kaplicy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem czas, aby przez 30 minut przebywać przed Najświętszym Sakramentem na Namiocie Spotkania, zazwyczaj robię to szybciej, często słuchając czytań z dnia oraz rozważań podczas jazdy samochodem, i wtedy często zdarza mi się myśleć, o czym innym czy nawet planować, co będę robił w pracy. Jak wtedy usłyszeć głos Boga? Przez to, czego doświadczyłem podczas Namiotu Spotkania zrozumiałem, że to nie Bóg potrzebuje ciszy, aby do mnie mówić, to ja jej potrzebuje, aby Go słyszeć. I czy Mojżesz nie miał racji, kiedy wziął swój namiot poza obóz, aby choć na jakiś czas odciąć się od spraw bieżących i usłyszeć, co Bóg chce mu powiedzieć.

Podczas moich rozważań w sposób szczególny obecny był św. Piotr Apostoł. To osoba, która zawsze była mi bliska, a podczas tych rekolekcji jeszcze bardziej, zwłaszcza w kontekście swojego powołania. Tak wiele cech wspólnych ze św. Piotrem odnalazłem. Podobnie jak on nie do końca rozumiem to, co Bóg zamierza dla mnie, a jak nie rozumiem to próbuje pewne rzeczy robić po swojemu, zamiast ufać Panu. Potrafię przejść trzy kroki po jeziorze, a przy czwartym wpaść do wody i krzyczeć ratuj Panie, a Jezus cierpliwie mnie ratuje Denerwuje się, gdy Jezus pyta mnie trzykrotnie czy miłuję Go, choć przy trzecim powtórzeniu pytania coś zaczynam już rozumieć. Docierają wtedy do mnie słowa, że „beze Mnie, nic nie możecie uczynić” (J 15,5) i „wystarczy ci Mojej łaski” (2 Kor 12,9). W uszach dźwięczą mi słowa, które przecież wielokrotnie słyszałem, że Pan Bóg nie powołuje uzdolnionych, a uzdalnia powołanych, ale jakby nabierają teraz mocy i treści. Zastanawiałem się także, czy jak Piotr będę potrafił nie zgorszyć się własnym grzechem i słabością i iść naprzód, aby realizować swoje powołanie? Wystarczy mi Twojej Łaski, chcę trwać w Tobie - to moja odpowiedź. Chcę, jak pisał Piotr, starać się jeszcze bardziej umacniać swoje powołanie, bo czyniąc to nie upadnę nigdy (por. 2P1,10). Te słowa, które usłyszałem i rozważałem cały czas we mnie trwają i mam nadzieję przyniosą owoc obfity.

Niezwykłym momentem podczas rekolekcji była wspólna małżeńska adoracja przed Najświętszym Sakramentem. W kaplicy Chrystus i my, niesamowita jedność małżeńska w jedności z Chrystusem. Doświadczyłem tej jedności, wszyscy byliśmy jedno, a czas jakby nie istniał. 20 minut, które trwało dosłownie jakby 3 minuty - kiedy przyszło kolejne małżeństwo na adorację, najpierw pomyślałem, że pomylili godziny, a że plan adoracji miał 10 minut opóźnienia, byłem więcej niż przekonany, że na pewno nie uwzględnili tego i są za wcześnie. Spojrzałem na zegarek, czas się zgadzał, to moja żona i ja przez te 20 minut byliśmy poza czasem, tylko z Jezusem.

Muszę też wspomnieć, że pod wpływem rekolekcji zmieniło się moje postrzeganie roli pary animatorskiej, którą jesteśmy od czerwca 2019. Zastanawiałem się, czy powinniśmy przeżywać rekolekcje ORAR II przed rozpoczęciem posługi czy w jej połowie, jak to miało miejsce. Logicznym wydawało mi się, że raczej to pierwsze rozwiązanie jest bardziej właściwe. Szybko jednak przyszła refleksja, że najlepszą sytuacją jest ta, w której się znajduję. Gdybym przyjechał przed rozpoczęciem, to ze względu na brak doświadczenia mógłbym z rezerwą przyjmować część informacji, która była przekazywana na rekolekcjach, a tak miałem zupełnie inną perspektywę z pozycji własnych doświadczeń, a także i popełnianych błędów czy niedopatrzeń. Niezwykle cenne były dla mnie konferencje tematyczne, na których prowadzące pary przekazywały nie tylko wiedzę teoretyczną, ale także dzieliły się swoimi doświadczeniami. Tutaj muszę przyznać, że zmieniło się moje postrzeganie roli pary animatorskiej. Dotychczas myślałem, że powinniśmy pełnić rolę organizująco-koordynującą, a podczas rekolekcji zrozumiałem, że jesteśmy odpowiedzialni za pary w naszym kręgu, za ich rozwój, za to, by jak najlepiej przekazywać charyzmat Domowego Kościoła i aby pilnować oraz zachęcać do realizacji zobowiązań, które systematycznie wypełniane przynoszą konkretne, piękne owoce, czego sami zaczynamy powoli doświadczać. Wspólnie z żoną wywozimy z rekolekcji wiele inspiracji i pomysłów, które chcemy wdrożyć i co ważne, zostaliśmy umocnieni Duchem Świętym i czujemy ogromny zapał do działania. Bogu niech będą dzięki!

Robert – mąż Agnieszki
-----

Z rekolekcji ORAR II wyjechałam z hasłem: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9) oraz głęboką wiarą, że Pan Bóg powołał mnie do zadania bycia animatorem i że uzdolni mnie w obszarach, w których nie domagam. Wróciłam do domu ze spokojem i ufnością oraz pragnieniem podążania drogą świętości z moim mężem. Zrozumiałam, jak ważna jest miłość i pokora w pełnieniu posługi animatora oraz, że człowiek pokorny wie, iż jest nieustannie obdarowywany. Zrodziła się we mnie głęboka wiara w Bożą pomoc.

Ciekawym odkryciem dla mnie było, że każde małżeństwo codziennie jest animatorem swojej własnej rodziny. Poprzez pracę animatora rodziny, jaką wykonujemy każdego dnia mamy szansę lepiej wzrastać na drodze duchowości małżeńskiej. Taki sposób postrzegania wspomnianej posługi bardzo do mnie przemówił i stał się impulsem do podejmowania większego wysiłku każdego dnia do rozwoju naszej rodziny.

Podczas rekolekcji zafascynowały mnie postawy innych małżeństw, które trwają na drodze DK od wielu lat. Było w nich coś nie do opisania - autentyczność pomiędzy światłem Bożym, a ich życiem. Poznałam małżeństwa, które podążają drogą świętości i zapragnęłam jeszcze bardziej tego samego dla naszego kręgu.

Pomimo że rekolekcje trwały krótko i nie sposób było wszystkich uczestników poznać, to dziękuję Bogu za każdego z nich, za ich obecność, wspólną modlitwę i pracę, którą dla nas wykonali. Wyraźnie doświadczyłam tego, że Bóg mówi do nas przez ludzi.

Agnieszka – żona Roberta
-----

W czasie ferii 2020 przeżywaliśmy ORAR II w Wadowicach. Wyjeżdżaliśmy na niego jako pierwsi animatorzy w kręgu (po pilotażu). Dzięki temu, że Pan Bóg, pomimo różnych przeciwności związanych z chorobami naszych dzieci, pozwolił nam uczestniczyć w tych rekolekcjach, mogliśmy na nowo odkryć radość z powołania do bycia animatorem. Zobaczyć pełniej dzieło DK. Dzielenie się doświadczeniem z innymi, pomogło zobaczyć wiele spraw w szerszej perspektywie. Bardzo umacniające dla mnie (Basi) były słowa z jednej z konferencji, że “Pan Bóg nie powołuje uzdolnionych, ale uzdalnia powołanych”. Otworzyły mi one oczy i serce na łaskę, jakiej doświadczamy mogąc pełnić tę posługę. Odkryciem tego czasu była też informacja, że przede wszystkim jesteśmy animatorami swoich rodzin (zarówno dla dzieci jak i siebie nawzajem). To takie wspaniałe i piękne, jak wiele od nas zależy i na jak wiele spraw mamy wpływ w naszym życiu rodzinnym. Jak bardzo Bóg nam ufa, powierzając nam dzieci i mężów/żony byśmy się nawzajem ożywiali i pomagali sobie w drodze do zbawienia. Dzięki „małżeńskiej” adoracji mogliśmy doświadczyć radości z przebywania z Nim twarzą w twarz, tylko we troje, co umocniło nas jako małżeństwo. Wyjeżdżamy z rekolekcji umocnieni i z radością w sercach oraz poczuciem, że Bóg jest naszym Bogiem i czuwa nad naszą posługą bycia animatorami.

Basia i Adam
-----

Świadectwa, ORAR I Bystra Podhalańska, 8-14.02.2020, moderator - ks. Tomasz Moch, para prowadząca - Elżbieta i Cezary Konertowie

Przyjechaliśmy trochę spóźnieni i trochę zmęczeni
drogą daleką ze znakiem zapytania.
Wyjeżdżamy nakarmieni Słowem Bożym,
napełnieni Duchem,
radością poznania braci i samych siebie.
Jest nas tyle samo,
co na początku, a jakby
trochę więcej.

Jola i Andrzej Prokop (diec. kielecka)
-----

Chrystus Sługa. Służba. Nowy Człowiek. Wolność. Odpowiedzialność. Miłość. Słowa te tak ogólne i jednocześnie precyzyjne najlepiej opisują rzeczywistość tych kilku dni na ORAR I. Bogactwo treści, bogactwo liturgii, bogactwo symboliki, bogactwo ośrodka, bogactwo osób. Te wszystkie czynniki składają się – niczym mozaika – w jedną spójną całość po brzegi wypełnioną Chrystusem. Czas Słowa, czas łaski, czas miłosierdzia i czas przemiany. Po ludzku to tylko kilka dni, ale dla mojego serca i duszy lata świetlne. 
Jezus dotykał mnie na wiele sposobów. Duch Święty przychodził w licznych powiewach. Bóg Ojciec przytulał z czułością, a Maryja przyglądała się z matczyną wyrozumiałością. 
Jezus żyje. Duch Święty działa. Bóg Ojciec jest szczęśliwy, jest pełnią Szczęścia. Niepokalana Matka Kościoła czuwa i troszczy się o to niezwykłe dziełko DK i każdą osobę, która się w nią zaangażuje.

Chwała Panu!

Anna i Bartek Tabędzcy (diec. warszawska)
-----

Świadectwa, OR II Gosławice, 3-19.08.2019, moderator - ks. Piotr Wierzbicki, para prowadząca - Teresa i Jakub Tworzydłowie

Sobotni poranek z kawą na tarasie, a tu myśl, żeby szybko zapisać i nie uronić tego, co pozwoliło naszemu małżeństwu wyjść z naszej niewoli ku ziemi obiecanej. Byliśmy uczestnikami rekolekcji, bo dobry Bóg o nas zawalczył. W lutym byliśmy tylko na liście rezerwowej. W marcu, gdy wracałam samochodem z pracy, nie działały światła na skrzyżowaniu. Poganiana przez inne pojazdy wyjechałam, dogonił mnie tir i zmiażdżył tył samochodu. Za moimi plecami pękło krzesło kierowcy, ale ocalał mój kręgosłup. Pas mnie przytrzymał i nie uderzyłam w szybę. Na dodatek spadły mi buty, które szybko założyłam i wtedy dotarło do mnie, że żyję, bo dobry Bóg mnie przytulił i dodatkowo obdarował pokojem.

Mieliśmy zamiar zrezygnować z rekolekcji, ale zawitali do nas Tereska z Kubą i oświadczyli, że nie może nas na tych rekolekcjach zabraknąć. Zalazły się środki na sfinansowanie naszego wyjazdu. Bóg znów o nas zawalczył przez dobrych ludzi i mimo wielu przeszkód doprowadził nas do celu.

“Takich rekolekcji nie przeżyliśmy jeszcze nigdy.... “ - to zdanie padło z ust wielu małżonków. Nasz exodus z udziałem ks. Piotra, kleryków Kacpra i Mateusza pod patronatem Tereski i Jakuba przeżyliśmy bardzo mocno. Pan Bóg otworzył nasze oczy, uszy i serce na pierwszej adoracji Najświętszego Sakramentu. Oboje z mężem uznaliśmy to za łaskę, że razem poczuliśmy tę moc by ruszyć w drogę ku wolności.

Zapewne pustynia życia będzie nasze małżeństwo niejednokrotnie osłabić, ogłuszać i sypać piaskiem w oczy, ale dostaliśmy światło Ducha Świętego, który nas poprowadzi. Z dużą mocą przyszedł do nas Pan w darze Eucharystii. Zrozumieliśmy, że to kawałek nieba, który możemy pokosztować już tu na ziemi, jeśli tylko staniemy w pokorze patrząc na “łamanie chleba”- które jest odbiciem łamania naszej niewoli grzechu. I na “ krew Chrystusa”, która jest łaską przebaczenia. Bogu niech będą dzięki za ks. Piotra, który nam oczy otworzył, bo nasza oazowa wspólnota tak uczyła się Eucharystię przeżywać-celebrować, jak on sam to czynił.

Niezapomniane unoszenie się do nieba przeżyliśmy na modlitwie uwielbienia. Nosiliśmy w sobie tęsknotę, by uwielbiać Boga w drugim człowieku, we wschodzie i zachodzie słońca, górach, potokach i wodospadach, bo tym wszystkim Bóg nas obdarował za darmo, czekając tylko na naszą miłość. Słowo Boże i pieśni intonowane przez Marcina i Basię otwierały nasze serca na obecność Boga. Zaświadczył o tym kleryk Kacper. Jak wielką moc ma modlitwa wspólnoty ludzi. Otrzymał on wizję naszego wspólnego przejścia przez Morze Czerwone, które Bóg otwiera wsłuchując się w nasze wołanie, bo miłuje każdego człowieka.

Nie da się pominąć nauki o miłości płynącej z serca i życia małżeńskiego Teresy i Jakuba. Przekazali nam, że fundamentem małżeństwa trwającego w Bogu jest miłość oparta na pokorze ubóstwie i zależności. Jak w to nie uwierzyć patrząc na ich rodzinę - żywe świadectwo miłości w codzienności, jaką okazywały ich dzieci (posługujące w diakonii wychowawczej) sobie nawzajem i rodzicom. Czuliśmy, że są rodziną która pozwala, by Bóg ich prowadził.

Miłe dla nas było spotkanie po latach z o. Ksawerym Knotzem i słowo o ważności więzi małżonków.
Każde spotkanie w kręgu pod skrzydłami Asi i Marka zapamiętamy jako uparte dążenie do tego, byśmy chcieli zaczerpnąć wody życia i wyjść do “ziemi obiecanej”. Nieoceniona praca kleryków Mateusza i Kacpra odkrywała przed nami znaki i symbole zawarte w celebrowaniu Eucharystii. Janek, animator teologiczny, nadawał kierunek naszej ucieczki z egipskiej niewoli. Dużą radość i wewnętrzny pokój dała nam myśl o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Nosiliśmy w sobie ciężar odpowiedzialności za młodego chłopca, który będzie wkraczał w dorosłe życie i czeka go wiele pokus. Oboje z mężem pomyśleliśmy, że podjęcie się zobowiązania KWC da nam samym wolność i tak się stało. Poczuliśmy jak dobry Bóg wziął na siebie ten ciężar odpowiedzialności i wyprowadził nas z niewoli. Znów o nas zawalczył i dał “widzialny znak niewidzialnej łaski”. Bogu niech będą dzięki za wszystko i Wszystkich.

Iwona, żona Artura
-----

Moje świadectwo nie może obyć się bez zwrócenia uwagi na rolę pary prowadzącej. Tereska i Jakub Tworzydło otoczyli naszą wspólnotę szczególną troską. Bombardowali nas mailami, które miały pomóc nam przygotować się pod względem duchowym, a także dzielili się z nami radościami i kłopotami związanymi z organizacją rekolekcji. Przez to właśnie czułem się otoczony opieką tak, jak w kochającej się rodzinie.

Sam temat był dla mnie szczególnie ważny ponieważ ukazywał poprzez historię Izraela (niewolę egipską), moją własną niewolę, którą były moje grzechy. Miałem pretensje do siebie, że mimo spowiedzi wciąż powracam do tych samych grzechów. Chciałem się pozbyć odpowiedzialności, zwalając wszystko na Pana Boga.

Na rekolekcjach zjawiłem się bez spowiedzi mimo tego, że planowaliśmy zatrzymać się w Częstochowie, gdzie chciałem pomodlić się do Matki Bożej o owoce tych rekolekcji i przystąpić do sakramentu pokuty. Nie dane było mi tego uczynić, ponieważ zabłądziłem w Częstochowie (w której bylem wiele razy), staliśmy w długich korkach. Wtedy wydawało mi się, że Pan Bóg chciał mi pokazać, jak nieważne są moje plany wobec Jego zamysłów. Dopiero później, kiedy nastąpiła we mnie duchowa przemiana zrozumiałem, że było mi to potrzebne po to, bym poczuł mocniej swój grzech. Byłem wściekły na siebie, że nie zdążyłem się wyspowiadać wcześniej. Na rozpoczęcie rekolekcji, oczywiście, dojechaliśmy z opóźnieniem, co dopełniło czary goryczy. Przyszedł dzień adoracji Najświętszego Sakramentu, a ja niepogodzony z Bogiem, chcę krzyczeć i wrzeszczeć. A tu cisza i Chrystus w Najświętszym Sakramencie na ołtarzu, patrzę na niego, zamykam oczy i nagle słyszę: “NIE LĘKAJ SIĘ, JA JESTEM.” Chryste, zmiłuj się! Przyszedł do mnie w ciszy. Nie w krzyku. Nie na moich zasadach. Jezus pokazał mi, że o mnie walczy ze mną samym, abym przejrzał i zobaczył drogę ocalenia w Nim. Hurra! Nareszcie mogę się modlić!

Drugim doświadczeniem była komunia udzielana pod dwoma postaciami. Ks. Piotr udzielał jej z niebywałą czcią. Połamany i podniesiony opłatek jakby mówił do nas: “Jestem tu dla ciebie, dla każdego z was, indywidualnie. Dałem się tak połamać, ponieważ kocham was miłością wieczną i nieskończoną”. Podnosząc kielich z Najświętszą Krwią stajemy się jego wybranym ludem, odkupionym przez Jego krew dla życia wiecznego. Widać było Jego prawdziwą obecność wśród nas.

Wieczór uwielbienia, który prowadził ks. Piotr razem z klerykami Kacprem i Mateuszem z udziałem Macieja (gitara), Basi (śpiew) i Justyny (skrzypce), wprawił nas w nastrój uniesienia i szczęścia płynącego z wiary, że jest z nami Chrystus Pan, nasz Zbawiciel. Dzięki Ci, Panie Boże za te piękne, młode małżeństwa, które Ty obdarzyłeś licznymi dziećmi. Tak ich tutaj wiele. Pobłogosław im i tym dzieciom . Niech rosną na chwałę Tobie i naszej Ojczyzny. Chwała Panu!

Artur, mąż Iwony
-----

Umocnieni doświadczeniem udziału w rekolekcjach Oazy Rodzin II stopnia w Gosławicach, chcemy dać świadectwo łask, którymi Pan Bóg nas obdarował.

Przed wyjazdem na turnus mieliśmy sporo obaw, czy uda nam się dobrze wykorzystać ten czas. Czuliśmy się przytłoczeni trudami codzienności. Tematyka rekolekcji, oparta o wydarzenia spisane w Księdze Wyjścia, mocno do nas przemawiała. Chcieliśmy, by Pan Bóg wywiódł nas z niewoli naszych zmartwień i słabości, by towarzyszył nam i był blisko, tak jak to czynił z Narodem Wybranym. Nie zawiedliśmy się. Już w trakcie kilku pierwszych dni otrzymaliśmy światło, co do spraw będących naszą szczególną troską. W czasie rekolekcji uświadomiliśmy sobie, że wielki i potężny Bóg Izraela, Ten, który czynił ogromne cuda wobec swego ludu, to ten sam Bóg, w którego wierzymy. Bóg, który także w naszym życiu chce robić wielkie rzeczy.

Przeżyliśmy jeszcze silniejszy zachwyt liturgią. Otrzymaliśmy łaskę dobrego dialogu małżeńskiego, który zaowocował pragnieniem zadbania o naszą relację małżeńską. Po raz kolejny doświadczyliśmy tego, jakim błogosławieństwem jest dla nas wspólnota. Świadectwo życia innych rodzin to dla nas ogromna inspiracja, a posługa księdza i kleryków sprawiła, że dostrzegliśmy piękno sakramentu kapłaństwa.

Podczas pobytu w Gosławicach padło wiele słów wartych zapamiętania. Jedne z nich mówiły o tym, że rekolekcje nie są czasem szczególnej bliskości Pana Boga (bo On jest blisko zawsze), a czasem szczególnych warunków, które pozwalają tej bliskości doświadczać. Modlitwa małżeńska i rodzinna, Namiot Spotkania, lektura Pisma Świętego, sakramenty – to narzędzia, które sprawiają, że możemy być blisko Boga w codzienności. Za to wszystko, czym Bóg nas obdarzył podczas tych rekolekcji – chwała Panu.

Martyna i Kuba
-----

Rekolekcje II stopnia w Gosławicach były dla nas prawdziwym przejściem z pustyni codziennych dni do orzeźwiającej oazy czuwania i modlitwy oraz przygotowaniem do dalszej pustynnej drogi. Wędrówka ludu wybranego do Ziemi Obiecanej, która była wiodącym tłem rekolekcyjnych rozważań, była dla nas punktem odniesienia i okazją do zweryfikowania własnych postaw, przyzwyczajeń, słabości, uzależnień i wewnętrznych zniewoleń. Dzięki tym rekolekcjom uświadomiliśmy sobie po raz kolejny, że Bóg z miłością i cierpliwością prowadzi nas przez życie. Ożywiający wpływ słów Boga, usłyszanych na rekolekcjach, daje nadzieję na długotrwałe rekolekcyjne owoce. Jednocześnie pojawiała się świadomość, że „proroctwa” są często ogólnikowe, a Bóg je realizuje z dużą swobodą, dlatego osobiste podążanie za Nim przez pustynię życia wymaga ustawicznego chodzenia w Jego obecności i tęsknoty za pełnią. Po rekolekcjach dodaliśmy do naszej małżeńskiej modlitwy czytanie Słowa Bożego z dnia, aby wspólnie rozpoznawać nasze dalsze powołanie.

Irena i Marek Grochowscy
-----

Jesteś tu:

Serwis wykorzystuje pliki cookies w celach wskazanych w polityce prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki.

Polityka prywatności